Czym jest związek dwojga ludzi?

Wśród naszych znajomych coraz częściej słychać o rozwodach bądź poważnych problemach w związkach. Za każdym razem kiedy słyszę tego rodzaju wiadomości mam gęsią skórkę. Niejednokrotnie zastanawiałam się razem z mężem co takiego dzieje się obecnie, że ludzie tak często się rozstają, a rodziny rozdzielają…?

ZWIĄZEK 2

W moim odczuciu w społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie, że zakochani są jak dwie połówki jabłka. Idąc tym tropem dochodzimy dalej do kolejnego wniosku, iż dwoje ludzi budujących związek powinno się uzupełniać albo jest dobrze jeśli mogą się wzajemnie uzupełniać. Tak, jakbyśmy bez drugiej osoby u boku byli niekompletni! A to nieprawda.

Ludzie tworzący związek są jak dwa odrębne jabłka. Jedno może być zielone, a drugie czerwone. Jedno może być słodkie i miękkie, a drugie kwaśne i dość twarde. Te jabłka wcale nie muszą się uzupełniać. To są dwa osobne byty, które w wyniku wspólnej decyzji chcą być razem, chcą dzielić ze sobą gałąź. Nie oznacza to jednak, że któreś z nich musi rezygnować ze swojej tożsamości, ze swoich indywidualnych cech.

Związek opiera się przede wszystkim na akceptacji drugiej osoby taką, jaką jest. Wiem, że na pierwszym miejscu zwykle wymienia się miłość, ale w moim odczuciu akceptacja jest znacznie ważniejsza. Dopóki chcesz zmieniać drugie jabłko albo dostosować je do obrazu, który masz w głowie, nie jesteś w stanie go pokochać naprawdę.

Związek opiera się także na zaufaniu, którym darzymy drugie jabłko. Na zaufaniu, że oboje jesteśmy dla siebie ważni. Na zaufaniu, że postaramy się zrozumieć nawzajem. Na zaufaniu, że krocząc dalej tą samą drogą będzie nam ze sobą dobrze.

Związek opiera się na uczuciach. Na miłości oczywiście, ale bardzo, bardzo mocno także na przyjaźni. Kiedy pojawiają się trudności bądź różne życiowe zakręty sama miłość nie wystarczy. Potrzeba więzi jaką tworzą przyjaciele, by stawić czoła wyzwaniom.

Związek opiera się na budowaniu długotrwałej, głębokiej relacji. W dzisiejszym świecie mówi się dużo o budowaniu relacji biznesowych. Część tych zasad można, a nawet trzeba, odważnie zastosować we własnym związku. Szacunek, komunikacja, respektowanie granic drugiej osoby – to filary dobrej relacji.

Związek opiera się na rzeczywistym zainteresowaniu drugą osobą, takim które pozwala na dostrzeganie potrzeb drugiej strony, na wspieraniu jej, na wzajemnym pomaganiu sobie.

Czym związek nie jest?

Związek nie jest spełnieniem naszych oczekiwań wobec drugiej osoby.

Związek nie jest wykorzystywaniem partnera czy partnerki w jakikolwiek sposób.

W związku nie ma miejsca na przemoc, upokorzenie, podejrzliwość, brak szacunku w jakiejkolwiek formie.

Związek nie jest gwarancją uzupełnienia naszych niedoborów miłości, akceptacji itd.

Związek nie jest porzuceniem siebie na rzecz partnera czy partnerki.

Związek nie służy zaspokajaniu własnych potrzeb.

Związek to dla mnie przepiękna relacja, ale wcale nie cukierkowa. Nie brakuje w nim trudnych chwil, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi. Najważniejsze, to potrafić znaleźć drogę do siebie, pomimo wszystko. Najważniejsze to być ze sobą blisko, mówić, słuchać, przytulać się i rozumieć.

Nasze związki nie budują się same. To my je tworzymy. I to od naszego wkładu własnego bardzo wiele zależy.

Powodzenia,

Justyna

Gdy pojawia się dziecko, czyli związek u progu rodzicielstwa.

Na początku pierwszej ciąży nadchodzące dziewięć miesięcy oczekiwania jawiło nam się jako wieczność… Chcieliśmy żeby ten czas upłynął jak najszybciej. Pod koniec ciąży zgodnie orzekliśmy, że minione dziewięć miesięcy było nam bardzo, bardzo potrzebne. Nie tylko, by dobrze przygotować się na pojawienie się Malucha, ale także, by przygotować nasz związek na wielką zmianę, która wkrótce miała nastąpić.

ZWIĄZEK

Po kilku tygodniach od przyjścia na świat Iskierki okazało się, że nasze „związkowe” przygotowania niewiele miały wspólnego z rzeczywistością. W ciągu kolejnych kilku miesięcy pojawienie się dziecka zweryfikowało wszelkie braki czy niedoskonałości w naszej relacji. Potrzeba nam było pracy nad sobą i pracy nad różnymi aspektami naszego związku.

Oczywiście nie uniknęliśmy typowych potyczek. On wracał zmęczony z pracy, a ja chciałam żeby wtedy pomagał mi w domu, bo byłam wycieńczona po całym dniu z Małą. On chciał jechać na szkolenie, a ja się buntowałam, bo „cały czas jestem z dzieckiem i nie mam chwili dla siebie”. On miał ochotę na figle, a ja marzyłam tylko o tym, by pójść spać. Wisienką na torcie było karmienie Iskierki akurat, gdy wracał z pracy i codziennie witał mnie siedzącą na fotelu z dzieckiem przy piersi. Finalnie oboje byliśmy tą sytuacją zmęczeni i co tu dużo mówić – momentami nawet rozczarowani.

Na szczęście włożyliśmy w ten proces zmian sporo pracy i dochodziliśmy powoli do satysfakcjonujących obydwie strony rozwiązań. Każde z nas w różnych ważnych dla nas aspektach dawało trochę od siebie – czasem ustępując, a czasem dając więcej. Powoli zaczynaliśmy łapać równowagę i czuliśmy, że nasz związek nie tylko odzyskuje swoją dawną siłę, ale także wzmacnia się.

Przez cały ten czas kierowaliśmy się jednak jedną kluczową zasadą – jesteśmy dla siebie ważni jako partnerzy. Często bywa tak, że dziecko tak absorbuje kobietę, że na długie miesiące odsuwa ona od siebie mężczyznę. W naszym wypadku też trochę tak było, ale głównie przez te pierwsze, najtrudniejsze trzy miesiące. Jednak komunikaty o potrzebach mojego partnera nie rozbijały się o ścianę, nawet na początkowym etapie. Nie szczędziłam mu chwil bliskości – pomimo ogromnego zmęczenia. Kiedy usłyszłam o jego frustracji związanej z oglądaniem mnie każdego wieczora z dzieckiem przy piersi pojechałam zakupić sobie nowe piżamy i oczywiście komplet fajnej bielizny, także takiej, która umożliwi mi nakarmienie Iskierki. To, co mój partner mówił do mnie było dla mnie nie mniej ważne jak zaspokojenie potrzeb dziecka. Rozmawialiśmy, czasami kłóciliśmy się, ale byliśmy ze sobą. Czułam całą sobą, że nie mogę i nie chcę odtrącić mojego wówczas narzeczonego, bo więcej stracę niż zyskam. I stracić może także Iskierka. Wszak nie od dziś wiadomo, że szczęście rodziny w ogromnym stopniu zależy od szczęśliwego związku rodziców.

W zamian za to mój partner odwdzięczył się dodatkowym wsparciem, zadbał o to, byśmy w weekendy wyjeżdżali z domu tak, bym ja mogła odetchnąć. Wieczorami zabierał Iskierkę do kuchni w kołysce, żebym mogła choć dwie-trzy godziny spokojnie się przespać. Miał więcej cierpliwości i więcej zrozumienia dla moich zmian nastroju i zmęczenia.

Związek opiera się na wzajemnej wymianie. Pojawienie się dziecka nie jest przeszkodą w tej wymianie. Jest za to doskonałym sprawdzianem. Wyciąga na światło dzienne wszelkie wzorce rodzinne jakie mamy zapisane, nawet te nieświadome. Jeżeli pozwolimy sobie pozostać blisko, pomimo trudu początków rodzicielstwa, z pewnością wyjdziemy z tej sytuacji wygrani.

Jednak, moim zdaniem, bardzo dużo zależy od podejścia kobiety do związku. Można obwarować się ze swoim dzieckiem w murach zmęczenia, braku wsparcia, laktacji i wizyt u pediatry, zarzucając tylko partnerowi co robi nie tak i jak bardzo nas nie rozumie.

Ale można też zapewnić Maluchowi bezpieczeństwo i na dwadzieścia minut opuścić swoje fortyfikacje, by pobyć tylko z partnerem. Opowiedzieć sobie wzajemnie o swoich uczuciach i potrzebach. Jestem pewna, że mury nie wytrzymają „ciężaru” miłości.

O wsparcie też czasami trzeba poprosić. Może są na tym świecie ludzie, którzy potrafią czytać w myślach innych ludzi, ale jeśli Twój partner do nich nie należy to znaczy, że trzeba mu powiedzieć/przypomnieć… najlepiej jak krowie na rowie 🙂

Pojawienie się dziecka to ogromna, transformująca zmiana. Warto zadbać, by także związek zmieniła na lepsze.

Powodzenia,

Justyna

 

Związek jest procesem – o miłości, byciu razem, partnerstwie i małżeństwie.

Z moim mężem jesteśmy ze sobą od kilku lat. Małżeństwem jesteśmy dopiero od 1,5 roku. Długo rozważaliśmy czy w ogóle chcemy wziąć ślub czy może pozostać w związku partnerskim. Jednego oboje jesteśmy pewni – związek jest procesem.

Justyna i Rafał blog

Jest procesem, w którym dwoje ludzi żyje swoim życiem jednocześnie będąc ze sobą. Z biegiem czasu albo wraz z pojawieniem się dziecka tworzy się między dwojgiem ludzi strefa „wspólna”, za którą odpowiedzialność biorą obydwie strony. I wtedy jest jeszcze nieco trudniej. Potrzeba wypracowania modelu działania we wspólnej strefie, często potrzeba wypracowania nowego modelu komunikacji na płaszczyźnie rodzicielskiej.

Więź między dwojgiem ludzi zacieśnia się z biegiem czasu. Przynajmniej w naszym wypadku. Im dłużej ze sobą jesteśmy, tym bardziej nam zależy i tym bardziej chcemy kontynuować tę wspólną podróż.

Oczywiście nie uniknęliśmy kilku kryzysowych sytuacji, najczęściej gdy zmieniało się nasze życie albo każde z nas z osobna zmieniało się w wyniku indywidualnego rozwoju. Zdarzają nam się kłótnie, ale nie należymy do plemienia zatwardziałych serc, więc po powiedzeniu sobie paru zdań do słuchu zwykle szybko znajdujemy drogę do siebie. Nie ignorujemy wzajemnie swoich potrzeb, mówimy sobie o tym, co dla nas ważne.

Jeżeli czytałaś/czytałeś dużo o tym jak ważne jest partnerstwo w związku to powiem Ci, że w naszym wypadku partnerstwo dzieje się w wyniku nieustannej pracy obydwu stron nad chęcią budowania partnerskiej relacji. Czasami nam się udaje, a czasami nie. Poszukujemy rozwiązań dobrych dla nas oboje.

Staramy się doceniać każdy dzień ze sobą. Cieszyć się wspólnymi wieczorami, kiedy jest okazja. Rezerwujemy często dzień czy dwa tylko dla naszej rodziny – bez gości, bez odwiedzin, bez laptopów. Lubimy robić spontaniczne rzeczy ze sobą.

Pomagamy sobie nawzajem. Bywają okresy, że jedna ze stron pomaga baaaardzo dużo drugiej, ale za jakiś czas role się odwracają.

Każde z nas poświęciło się kilka razy dla dobra związku. Kiedy urodziła się Iskierka mój mąż został rok dłużej w pracy, z której chciał odejść, byśmy mieli stabilną sytuację. Kiedy rozważaliśmy założenie pasieki ja zrezygnowałam z Warszawy, by mój mąż mógł spróbować swoich sił w pszczelarstwie i przenieśliśmy się do małego miasteczka. To były duże poświęcenia, ale dziś nie jesteśmy z tego powodu poobijani – jesteśmy silniejsi, bo wiemy, że możemy na siebie liczyć.

Lubimy ze sobą rozmawiać, lubimy ze sobą spędzać czas. Nasz związek opieramy na dawaniu, zamiast oczekiwania. Choć oczywiście po drodze zaliczamy zarówno wzloty jak i upadki we wzajemnej wymianie. Nie dążymy do doskonałości, dążymy do akceptacji siebie nawzajem, by było nam po prostu ze sobą dobrze, by nie zamieniać naszego małżeństwa w pole walki. Bycie ze sobą opieramy na tym, że po prostu chcemy ze sobą być.

Uczymy się ze sobą komunikować. Uczymy się rozwiązywać konflikty. Uczymy się być ze sobą w zmieniających się okolicznościach. Uczymy się rozumieć siebie. Uczymy się dawać sobie wsparcie. Stale.

Nie traktujemy dnia naszego ślubu, jako tego, który uczynił z nas małżeństwo, bo wciąż małżeństwem się stajemy, coraz bardziej, co dzień.

Podstawą naszej relacji jest przyjaźń. To z niej narodziła się miłość, a uczucie którym darzymy siebie dziś rozwija się razem z nami od tych kilku lat i wciąż się zmienia i wciąż wzmacnia, bo dbamy o to najlepiej jak potrafimy.

Wiążąc się z mężem nie oczekiwałam niczego od naszej relacji, a już na pewno nie oczekiwałam, że uzupełni moje niedobory miłości, uwagi czy akceptacji. Zanim związałam się z nim wybudowałam w sobie poczucie, że sama dla siebie jestem pełna miłości, wsparcia i zaufania, oraz że mam tego wszystkiego wystarczająco dużo, by się z kimś podzielić. Mój mąż podzielił się ze mną swoimi bogactwami i okazało się, że oboje staliśmy się dzięki temu silniejsi.

Nie wiem jaka przyszłość przed nami, nie wiem czy będziemy ze sobą za 20 lat. Kto to może wiedzieć? Wiem za to, że dziś mogę zadbać o moją relację z mężem najlepiej jak potrafię, tak abyśmy położyli się szczęśliwi razem spać. Po prostu.

Wspaniałej miłości Ci życzę,

Justyna