Slow-life-story – czyli moje subiektywne zestawienie faktów na temat życia na wsi.

Na wsi mieszkamy ponad rok. Wcześniej – zanim wyjechałam na studia mieszkałam na tej samej wsi 19 lat. Znam temat dobrze, choć okoliczności w jakich jestem tutaj dziś są zgoła inne niż te z dziecięcych lat.
IMG_20170523_142559
Wiosna

Po pierwsze przywiodła mnie tu ponownie pszczelarska pasja mojego męża, po drugie zmęczyłam się Stolicą. Chciałam spróbować innego życia, z dala od tłoku i korków. Choć nie przyszło mi łatwo zrezygnowanie z zawodowej aktywności, którą kontynuowałam uparcie z dzieckiem pod pachą. I tęsknię czasami za możliwościami, jakie dają duże miasta, to taka odmiana wpłynęła bardzo pozytywnie na moje życie. Choć na początku przeklinałam swoją decyzję…

Pewnego letniego dnia słyszłam w radiu wywiad z jakimś artystą zachwalającym życie na wsi. Widać kreuje się w kraju jakiś nowy trend, bo jak tak dalej pójdzie, to wsie znikną z powierzchni Polski. I nie mówię tu o takich wsiach „podmiejskich”, które się rozbudowują. Mówię tu o takich prawdziwych polskich wioskach, które… nie owijając w bawełnę… wymierają. Dosłownie.

Liczba pogrzebów tutaj kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy przewyższa  liczbę chrztów. Średnio 1-2 razy w tygdniu odbywa się pogrzeb. Ślub w ubiegłym roku odbył się raz, a chrztów jeśli się nie mylę było 6-7. To tak statystycznie.

Patrząc na aspekty nieco bardziej optymistyczne – jest miło. Jest cisza i spokój. A przyroda pozwala odczuwać człowiekowi, że nie jest sam we wszechświecie.

IMG_20170719_153824
Lato

Znacznie bardziej odczuwa się pory roku, ale też bardziej dotkliwie odczuwa się efekty pogodowych wybryków np. w postaci braku prądu lub śnieżycy.

Ludzie interesują się tym, co u sąsiadów, chyba że są akurat pokłóceni – to wtedy na wieki wieków.

Łatwiej zebrać myśli i zachować wewnętrzną równowagę, bo bycie w odosobnieniu nie jest tutaj towarem deficytowym.

Nie ma tu autobusów miejskich, ani nawet podmiejskich, więc trzeba podróżować swoim pojazdem, co w gruncie rzeczy jest miłe, bo nie trzeba oglądać obcych twarzy od rana. Lubię ludzi, ale codzienne dojeżdżanie komunikacją bywało męczące.

IMG_20171016_082042.jpg
Jesień

Co roku na wiosnę i jesień można stracić koła od swojego pojazdu w jakiejś dziurze, które od kiedy pamiętam tworzą się w tych samych miejscach – na szczęście bywają łatane.

W urzędzie wszyscy kojarzą kto jest skąd, załatwianie spraw idzie jak po maśle. Nie ma kolejek. To jest super! Kolejki są tylko do lekarzy, ale ma to związek z punktem pierwszym tejże listy.

Można być bez prądu nawet cały dzień – albo przez kilka miesięcy co piątek – jak to miało miejsce dwa lata temu, kiedy wymieniano słupy w całej okolicy.

Jak zasypie śniegiem i przymrozi to jeździ się jak po lodowisku całą zimę. Nie ma mocnych. Liczba pługów śnieżnych i ludzi do obsługi tego pługu mocno ograniczona, a gminnych dróg wiele. Pamiętam moją pierwszą wyprawę taką drogą – pięć razy znalazłam się w zaspie na odcinku ośmiu kilometrów. Szkoła wpadania w poślizgi za darmo!

DSC06954
Zima

Nigdzie nie jest blisko – wszędzie trzeba dojechać, ale za to nie ma korków i nie śmierdzi spalinami. A w upalne dni można się schronić w cieniu budynków, altanki lub pod drzewem. W maju rechoczą żaby tak głośno, że co bardziej wrażliwi mogą mieć problemy ze snem, a w sierpniu dookoła słychać szum kombajnów. Zimą słychać świszczący wiatr, a jesienią miło popatrzeć na kolorowy las, tudzież zaplątać się w babie lato. Wiosną nie tylko przyroda budzi się do życia. Ludzie wypełzają ze swoich domów, by zająć się sprzątaniem ogrodu i podwórka. W polu huczą traktory. Naprawdę można odczuć poruszenie.

Podoba Ci się taki obrazek? Są plusy i minusy mieszkania na wsi – dokładnie tak samo jak w przypadku miasta. A to, czy jest więcej plusów czy minusów jest już sprawą indywidualną i zależy od okoliczności życia, także.

Byle do wiosny! 😉

Justyna

Miejsce do rozwoju.

Mówi się, że duże miasta dają większe możliwości rozwoju, ale czy rzeczywiście jest tak, że nasz rozwój zależy od miejsca, w którym żyjemy?

miejsce a rozwój

Do Warszawy poszłam na studia. Głównym powodem tej decyzji był mój ówczesny związek z chłopakiem, który dostał się na studia na SGGW. Związek nie przetrwał, ale Warszawa została ze mną jeszcze na kilka kolejnych lat. Lubiłam to miasto tętniące życiem. Stolica jest dla mnie jakby odrębną częścią Polski, być może przez swoje tempo rozwoju i rozbudowy. Tam się po prostu dzieje…

Na początku czułam się tam zagubiona. Nawet nie tyle przez to, że przytłoczyła mnie wielkość miasta, ale dlatego, że nie wiedziałam gdzie tam jest miejsce dla mnie.  Po kilku latach mieszkania w Warszawie, studiowania, poznawania różnych ludzi i pracy w różnych miejscach odkryłam swoje powołanie i odnalazłam się na warszawskim rynku pracy. Czy było to łatwe? Nie, przynajmniej nie dla mnie. Zajęło mi to sporo czasu i wymagało równie dużo determinacji. Wśród nieskończonej ilości możliwości jakie oferuje Stolica trzeba mieć na uwadze, że nie byłam jedynym talentem jaki przeprowadził się do Warszawy. Do takich miejsc zdolni ludzie ciągną jak pszczoły do ula. Konkurencja była zatem duża.

Tempo życia nie pozwalało na wiele chwil wytchnienia. Oprócz pracy było tyle możliwości spędzania wolnego czasu, że trudno było mi skupić się na poszukiwaniach pasji czy innych dróg. Minusem życia w takim tempie jest łatwość wpadania w pewne schematy. Tego też nie uniknęłam. Wtopiłam się w tłum.

Od przeszło roku mieszkamy na wsi. Ale nie w takiej podmiejskiej wsi. Tylko w takiej polskiej, małej wiosce. Myślę, że nie bez powodu się tu znalazłam, bo właśnie dlatego, że nie ma tu możliwości tworzonych przez innych ludzi zaczęłam sama dla siebie tworzyć możliwości rozwoju i szukać sposobów, które mi to umożliwią. Wymagało to odwagi, bo zawsze łatwiej jest pójść przetartym szlakiem niż zaczynać od początku, ale to właśnie mieszkając na wsi wzięłam większą odpowiedzialność za swój rozwój, niż kiedykolwiek wcześniej. Otworzyłam się bardziej na to, co we mnie, bo okoliczności zewnętrzne niewiele mogą mi zaoferować. I wiesz co… w ogóle tego nie żaluję. Stałam się bardziej twórcza, bardziej łaknąca poszukiwań – we wszystkich życiowych sferach. A może po prostu dojrzałam?

Nieustannie zadziwia mnie życie. Zadziwia mnie to jak bardzo potrzebuję różnych doświadczeń, których sama bym sobie nie zaoferowała. A tu dostaję i jest. Trzeba sobie radzić. Zaczynam to lubić 🙂

Ciekawych możliwości Ci życzę,

Justyna