Oto ja – MAMA

Szczęśliwa i wdzięczna, choć czasami równie bezsilna, smutna czy zagubiona. Całym sercem przy dziecku, zawsze! Oto ja – MAMA.

Mamą zostałam świadomie i z wyboru, choć tego jak będzie to wszystko wyglądało nie mogłam dowiedzieć się z żadnej opowieści. Wiedza przyszła wraz z doświadczeniem. Nigdy, ani przez moment nie żałowałam tej decyzji. Wręcz przeciwnie. Dziś jestem niezmiernie wdzięczna, że zdecydowaliśmy się na dziecko, pomimo zupełnie nieidealnego momentu i niesprzyjających okoliczności, w których się chwilowo znajdowaliśmy. To był prawdziwy zew serca. Nie mogliśmy tego zignorować.

MATCZYNE RADOŚCI

Chwile przepełnione szczęściem u boku istotki, która wzbudziła we mnie bezmiar miłości, jakiej wcześniej nie znałam. Chwile radości zupełnie innej, wypełniającej całe serce, po brzegi. Nie brakuje ich w moim macierzyńskim kuferku.

MATCZYNA TOŻSAMOŚĆ

Niedługo po przyjściu na świat Iskierki przeszłam chyba najtrudniejszy etap – odnalezienia siebie na nowo. Czułam się dość mocno zagubiona. Bardzo chciałam chwycić siebie z przeszłości. Kurczowo trzymałam się starych sposobów działania i myślenia, próbując działać w nowych okolicznościach. Dziś wiem, że to było bez sensu. Jednak wszystkiego o sobie uczyłam się z czasem i poprzez wydarzenia, które transformowały mnie w zdumiewający sposób.

MATCZYNE ROZTERKI

Długo motałam się niczym Werter w swoich cierpieniach. Jedną ręką maczałam palce w sosie własnej frustracji, a drugą ręką spijałam najsłodszy nektar z kielicha matczynej radości. Długo trwało zanim znalazłam ścieżkę, która pozwala mi godzić różne życiowe misje z macierzyństwem.

MATCZYNE ZMARTWIENIA

Trudno ich uniknąć, trzeba nauczyć się z nimi żyć i radzić sobie, gdy zamieniają się w paraliżujący lęk. Nie brakuje ich na żadnym etapie. Począwszy od wsłuchiwania się w oddech niemowlęcia pierwszej nocy, skończywszy może kiedyś… a może nie… Słuchając opowieści bardziej „zaawansowanych” matek raczej to drugie.

MATCZYNE WZLOTY I UPADKI

To ta część dedykowana własnemu wewnętrznemu krytykowi, który poddaje jeszcze bardziej surowej ocenie wszelkie działania wobec dziecka. Wzloty, gdy realizuję się jako mama i przychodzi mi to z łatwością. Upadki, gdy czuję się bezsilna i zupełnie nie wiem jak sobie poradzić z problemami na macierzyńskiej drodze.

Choć macierzyństwo nie jest cukierkowym doświadczeniem bezwzględnie przyznaję, że jest doświadczeniem wartym przeżycia. Jest pięknie. Jest inaczej. Jest pełniej. Macierzyństwo to dar.

Oto ja – MAMA, szczęśliwa i wdzięczna, choć czasami równie bezsilna, smutna czy zagubiona. Staram się jednak być najlepszą mamą, jaką potrafię. Staram się każdego dnia z otwartym sercem wychodzić naprzeciw potrzebom mojej Iskierki. Iskierki, która rozpaliła moje życie.

Dziś stoję u progu macierzyństwa po raz drugi. Kolejny raz wkraczam w moim życiu na ścieżkę, na której mnie jeszcze nie było. Choć wiem już jak to może wyglądać, to mogę tylko przypuszczać jak będzie tym razem. Niemniej jednak radość przepełnia moje serce, że zdecydowaliśmy się na powitanie drugiego bobula w naszej rodzinie 🙂

Nigdy nie byłabym tym, kim jestem, gdybym nie została Mamą.

By dawać.

By dać innym coś od siebie, najpierw sami musimy to mieć w sobie  – zgadzasz się z tym?

by dawać

Mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Takiego matczynego szczęścia, wywołanego w naturalny sposób porodem i faktem, że Iskierka była już z nami, wystarczyło mi na jakieś kilka tygodni. Zasiliło to moje baterie, by dać sobie radę pomimo zmęczenia, buntu organizmu i około-mlecznych historii.

Ale… potem przyszedł moment nieco głębszej refleksji, że macierzyństwo nie jest jedyną rolą jaką chcę teraz pełnić. Wszak mam przecież całe życie do wypełnienia. I zaczęły się moje próby łączenia roli rodzica z pracą i samorealizacją… Działo się! Bardzo często czułam się rozdarta, bo z jednej strony towarzyszyła mi troska o dobro i szczęście mojego dziecka, a z drugiej strony bardzo chciałam realizować się w obszarze pracy zawodowej.

Nie zawsze było tak, że czułam się szczęśliwa, będąc mamą. Niestety… Zdarzały mi się „kryzysowe dni”, raz na jakiś czas, kiedy było mi trudniej niż zwykle. Długo walczyłam z tym uczuciem, bo uznałam, że nie powinno się ono w ogóle pojawić. A ono pojawiało się co jakiś czas, wracało. Coś we mnie domagało się uwagi!

Po kilku takich zdarzeniach wysnułam wniosek, że mój stan ducha dość mocno rezonuje z nastrojem mojego dziecka. Wtedy poczułam, że potrzebuję wziąć się za tą kwestię i znaleźć sposób, by odzyskać równowagę. Zrozumiałam na własnej skórze, że aby dawać coś od siebie czy to swojemu dziecku, czy partnerowi, czy innym ludziom, najpierw muszę mieć to w sobie.

Nieważne czym chcesz się podzielić, to musi być w Tobie. Jeżeli nie masz czasu dla siebie, nie poświęcisz go innym. Jeżeli nie odpoczywasz, trudniej będzie Ci efektywnie pracować. Jeśli nie masz zaufania do siebie, jak zaufasz innym? Jeśli nie ma w Tobie szczęścia, jak dasz szczęście dziecku?

Dawanie jest bardzo przyjemne pod warunkiem, że mamy co dawać. Dlatego tak ważna jest dbałość o siebie, dbałość o rodzinne relacje, o zdrowie. To są wartości, które staram się pielęgnować najlepiej jak potrafię, bo z tych zasobów czerpię każdego dnia. I każdego dnia zasilam moje wewnętrzne źródełko, by nie wyschło niespodziewanie.

Aha… od kiedy stosuję strategię napełniania źródełka czuję zupełnie inny poziom satysfakcji z pełnienia wszelkich moich ról. Jestem też zdecydowanie bardziej szczęśliwą mamą!

Ślę moc,

Justyna