By dawać.

By dać innym coś od siebie, najpierw sami musimy to mieć w sobie  – zgadzasz się z tym?

by dawać

Mówi się, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Takiego matczynego szczęścia, wywołanego w naturalny sposób porodem i faktem, że Iskierka była już z nami, wystarczyło mi na jakieś kilka tygodni. Zasiliło to moje baterie, by dać sobie radę pomimo zmęczenia, buntu organizmu i około-mlecznych historii.

Ale… potem przyszedł moment nieco głębszej refleksji, że macierzyństwo nie jest jedyną rolą jaką chcę teraz pełnić. Wszak mam przecież całe życie do wypełnienia. I zaczęły się moje próby łączenia roli rodzica z pracą i samorealizacją… Działo się! Bardzo często czułam się rozdarta, bo z jednej strony towarzyszyła mi troska o dobro i szczęście mojego dziecka, a z drugiej strony bardzo chciałam realizować się w obszarze pracy zawodowej.

Nie zawsze było tak, że czułam się szczęśliwa, będąc mamą. Niestety… Zdarzały mi się „kryzysowe dni”, raz na jakiś czas, kiedy było mi trudniej niż zwykle. Długo walczyłam z tym uczuciem, bo uznałam, że nie powinno się ono w ogóle pojawić. A ono pojawiało się co jakiś czas, wracało. Coś we mnie domagało się uwagi!

Po kilku takich zdarzeniach wysnułam wniosek, że mój stan ducha dość mocno rezonuje z nastrojem mojego dziecka. Wtedy poczułam, że potrzebuję wziąć się za tą kwestię i znaleźć sposób, by odzyskać równowagę. Zrozumiałam na własnej skórze, że aby dawać coś od siebie czy to swojemu dziecku, czy partnerowi, czy innym ludziom, najpierw muszę mieć to w sobie.

Nieważne czym chcesz się podzielić, to musi być w Tobie. Jeżeli nie masz czasu dla siebie, nie poświęcisz go innym. Jeżeli nie odpoczywasz, trudniej będzie Ci efektywnie pracować. Jeśli nie masz zaufania do siebie, jak zaufasz innym? Jeśli nie ma w Tobie szczęścia, jak dasz szczęście dziecku?

Dawanie jest bardzo przyjemne pod warunkiem, że mamy co dawać. Dlatego tak ważna jest dbałość o siebie, dbałość o rodzinne relacje, o zdrowie. To są wartości, które staram się pielęgnować najlepiej jak potrafię, bo z tych zasobów czerpię każdego dnia. I każdego dnia zasilam moje wewnętrzne źródełko, by nie wyschło niespodziewanie.

Aha… od kiedy stosuję strategię napełniania źródełka czuję zupełnie inny poziom satysfakcji z pełnienia wszelkich moich ról. Jestem też zdecydowanie bardziej szczęśliwą mamą!

Ślę moc,

Justyna

Iskierka, która rozpaliła moje życie.

Iskierka pojawiła się ponad trzy lata temu i wywróciła moje życie do góry nogami.

iskierka 2

– Wiele jest w życiu ważnych chwil, ale są pośród nich takie, które zmieniają je już na zawsze, nadając mu zupełnie nowy sens i kierunek… – napisałam kilka dni po jej pojawieniu się na moim Facebookowym profilu, zupełnie nie mając pojęcia jak bardzo zmienię potem kierunek.

Iskierka rozpaliła moje życie uczuciami i emocjami, których nigdy wcześniej nie poznałam. Rozpaliła w moim sercu miłość tak ogromną, że wypełniłam nią każdą komórkę mojego ciała. Z drugiej strony bardzo bałam się, że sobie nie poradzę, że nie sprostam, że nie będę potrafiła być dla niej wystarczająco dobra.

A oto ona, taka mała Iskierka przyjęła mnie po prostu taką, jaką jestem. To była najpiękniejsza lekcja akceptacji, jaką dostałam. Iskierka pokochała mnie tak po prostu, bez oczekiwań, bez warunków, które musiałabym spełnić.

Iskierka rosła i zmieniała się bardzo szybko, a wraz z nią zaczęłam zmieniać się ja. Iskierka przyniosła ze sobą głęboką transformację mnie – jako kobiety, partnerki, jako człowieka. Iskierka sprawiła, że w moim pędzącym życiu nagle zatrzymałam się – bardzo boleśnie zderzając się z ideałami, którym kiedyś służyłam. Iskierka otworzyła mi oczy na poszukiwania, na to, co w sercu, na to, co na zewnątrz, na to, co nie warte uwagi.

Iskierka przeprowadziła na mnie setki testów cierpliwości, konsekwencji, umiejętności zachowania równowagi wewnętrznej. Wyciągnęła na światło dzienne wszystkie moje „brudy”, które chciałam wyprzeć, gdzieś je zakopałam w zakamarkach duszy.

Iskierka pokazała mi, że ja i on nie należymy już tylko do siebie i nie możemy pozostawać obojętni na jej potrzebę rozwoju. Iskierka nauczyła nas bardziej odpowiedzialnie dbać o moją i jego relację. Naświetliła nam, że to nie jest kolejny kilkuletni projekt, który tak po prostu można zakończyć „bo coś jest nie tak”.

Iskierka pokazała mi, gdzie jest moje wewnętrzne światło i uświadomiła, że zawsze tam było. Nie potrafiłam tylko do niego dotrzeć.

Iskierka stała się towarzyszem, przyjacielem, największym skarbem, częścią mnie. Tak, tego wszystkiego dokonała ona… malutka Iskierka.

Iskierki, która rozpali Twoje życie Ci życzę,

Justyna