Powrót do portu.

port 2

Kiedy ponad rok temu opuszczałam port i wypływałam na bezbrzeżne wody blogowania nie miałam pojęcia, co może się w związku z tym wydarzyć. Czułam, że tego chcę i potrzebuję. Jednak podczas mojego rejsu pojawił się na pokładzie kolejny mały pasażer. Absorbując znacznie więcej niż tylko mój czas i uwagę, mała Gaga sprawiła, iż zdecydowałam się zawinąć na chwilę do portu.

Okazało się, że potrzeba mi kolejnego powrotu do siebie, do mojego wewnętrznego portu. Potrzeba mi było czasu, by nie tylko zaznajomić się z sytuacją, ale także sprostać nowym, wymagającym ogromnego zaangażowania wyzwaniom.

Wszystko to spowodowało zaniechanie w pisaniu bloga, bo ręce mam tylko dwie, a pracy jest mnóstwo. Mimo wszystko kryzys ten nie był na tyle silny, bym mogła zarzucić pomysł dzielenia się częścią siebie ze światem. Czułam, że mogłabym stracić zbyt wiele. Trwająca intensywna transformacja macierzyńska przywiodła mnie jednak do punktu, w którym potrzeba mi było weryfikacji dotychczasowego kierunku prowadzenia bloga. Bezwzględnie projekt ten jest czymś, z czego zrezygnować nie chcę, ale zdecydowałam się z biegiem czasu na poszerzenie jego tematyki – zwłaszcza w zakresie moich obecnych doświadczeń, które mają przeogromny wpływ na wiele obszarów mojego życia i które czynią mnie bardziej dojrzałą, lepszą wersją siebie – dzień po dniu. Pojawiły się także nowe pomysły na to, co dalej – zarówno w materii blogowania jak i poza nią.

Powrót do portu pozwolił mi stworzyć plan podróży do kolejnego celu. Okazał się bardzo potrzebnym doświadczeniem, choć jak wielu z nas nie lubię „tracić” czasu na postój. Jednak są chwile, gdy zatrzymanie się jest najlepszym, co możemy sobie ofiarować. Nie tylko dlatego, że wówczas czerpiemy w pełni z tego, co tu i teraz, ale także dlatego, że możemy zebrać więcej sił, by prężnie wyruszyć w dalszą drogę – jak zawsze w zgodzie ze sobą.

PAUZA.

Wakacje są takim czasem, kiedy najbardziej odczuwamy potrzebę odpoczynku. Rozleniwiamy się nieco w upalne dni. Marzymy o opuszczeniu biurowych pomieszczeń i spędzeniu czasu na słońcu. Wyjeżdżamy na urlopy, odwiedzamy rodzinę albo nadrabiamy domowe zaległości. Istotne jest jednak, że wszyscy szukamy w tym czasie przestrzeni na pauzę – regenerację.

pauza

Chwile zatrzymania są nam bardzo potrzebne. Świat goni i stawia przed nami setki wyzwań, niejednokrotnie nie pozostawiając nam chwili na spokojny oddech. A na bezdechu długo nie pociągniemy. Wiedzą to wszyscy ci, którzy stracili zdrowie w wyniku pogoni. Wiedzą to wszyscy ci, których bliskie relacje rozpadły się, bo nie było ich w domu. Wiedzą to wszyscy ci, których życie mijało w biegu, a na końcu okazało się, że właściwie zostali z niczym.

Cele, sukcesy, dążenie do przodu – to wszystko jest szalenie ważne, ale tak jak pomiędzy słowami stawia się przecinki, tak i pomiędzy kolejnymi etapami naszej wędrówki powinna mieć miejsce pauza. Czas zatrzymania, który wcale nie musi być czasem wypoczywania w cieniu palm… Przede wszystkim to powinien być czas przeznaczony na weryfikację planów i refleksję nad tym, co było, jest i będzie. Czasami życie samo stawia nas w sytuacji, kiedy musimy sobie wszystko przemyśleć. Dzieje się tak często wtedy, gdy znajdujemy się już na skraju. I wcale nie musi wydarzyć się to w formie lekkiego kuksańca, powiedziałabym nawet, że wtedy funduje nam solidnego kopniaka… Znacznie łatwiej jest samemu zdecydować się na znalezienie w swoim napiętym grafiku czasu na przemyślenie co działa, a co nie działa. Co mi służy, a co niekoniecznie? Czy na pewno zmierzam we właściwym kierunku albo czy sposób w jaki próbuję dojść do celu rzeczywiście działa?

Dlaczego weryfikacja jest nam bardzo potrzebna? Powiem Ci jak to było u mnie. Punktem zwrotnym – dotychczas najsilniejszym – był dzień, w którym zostałam mamą. Macierzyństwo zmieniło u mnie absolutnie wszystko. Ale… nie od razu zmieniały się moje utarte wzorce myślenia czy działania… Toteż w efekcie rozbiłam się boleśnie głową o ścianę, i to nie raz! Refleksja też nie przyszła od razu, ale po kilku wstrząsach – niestety. Chciałam realizować wyznaczone cele metodami, które działały, gdy Iskierki nie było jeszcze z nami. Dość brutalnie przekonałam się, że to niemożliwe. Właśnie wtedy życie zafundowało mi pauzę, której wcale sobie nie życzyłam i która kosztowała mnie sporo frustracji. Dzisiaj wiem, że ten czas był mi niewiarygodnie potrzebny, wtedy tego nie wiedziałam. Dzisiaj wiem także, że jak coś nie działa albo mi nie służy to potrzebna jest weryfikacja, potrzebny jest czas na refleksję, potrzebna jest chwila oddechu. Bez tego nie ruszam dalej.

Obecnie w naszej kulturze zauważam dwa dominujące trendy. Z jednej strony widoczny jest kult sukcesu, samorealizacji, rozwoju. Z drugiej strony slow life, uważność, życie pełne refleksji. Obydwa niosą ze sobą bardzo wartościowy przekaz. W moim odczuciu miejsce, gdzie wielu z nas poczuje się dobrze jest gdzieś po środku.