Puścić wodze kontroli.

– I co zamierzasz teraz zrobić? – zapytała moja przyjaciółka.
– Nie wiem… – odpowiedziałam nieco sfrustrowana tym, że nie wiem jaką decyzję podjąć.
– Nie wiem to też jest odpowiedź. Moja babcia mawiała, że jeśli nie wiesz to znaczy, że jeszcze nie czas. – skomentowała.

NIE WIEM

Ta rozmowa miała miejsce 6 lat temu w czasie służbowej podróży do Izraela, ale pamiętam ją do dziś, a mądre słowa mojej przyjaciółki stały się dla mnie cennym drogowskazem.

Mam poczucie, że wspomniane „nie wiem” jest w naszym języku napiętnowane nieco negatywnie. Tak, jakbyśmy zawsze powinni wiedzieć. Tylko wiedza jest źródłem dobrych rozwiązań i w ogóle sprawnego funkcjonowania.

A co kryje się za „nie wiem”? Słabość, strach, brak kompetencji. A może „nie wiem” jest absolutnie naturalną częścią życia, bo składa się ono z tysięcy niewiadomych. Czy zawsze musimy wiedzieć?

Moim zdaniem nie zawsze. Tamta rozmowa otworzyła mi głowę na jeszcze jeden aspekt. Bywają momenty, kiedy naprawdę nie jesteśmy władni, by podjąć jakąkolwiek decyzję, bo brakuje nam doświadczenia czy rozeznania albo czujemy na sobie zbyt dużą presję. Czasami najlepszym rozwiązaniem jest spokojnie poczekać i możesz mi wierzyć lub nie, ale w ciągu kilku-kilkunastu dni niebo się przejaśni.

Mój mąż uwielbia sobie dywagować w obliczu wszelkiej maści niewiadomych. Potrzebuje sobie dokładnie wszystko przemyśleć i w wyniku trwającego czasami tygodniami myślenia podejmuje decyzję. Kiedyś zaproponowałam mu, by sobie odpuścił to myślenie i zaczekał. Było to dla niego karkołomne wyzwanie, ale zadziałało. Po kilku dniach odpowiedź po prostu się pojawiła.

Nie zawsze trzeba mieć nad wszystkim kontrolę. Czasami trzeba puścić wodze i z woźnicy zamienić się w pasażera, poobserwować trochę co wokół, wsłuchać się w to, co chcemy sami sobie powiedzieć.

„Nie wiem” to też jest odpowiedź.

Ślę moc,

Justyna

Dylemat.

Dawno, dawno temu, w odległej krainie żył sobie Dylemat. Była to mała, niepozorna postać, której donośne mruczenie nie dawało spać mieszkańcom okolicznych wiosek. Raz za razem Dylemat niechcący wybudzał kogoś w nocy. Nie był zatem zbyt lubiany.

dylemat

Dylemat miał kilka cech charakterystycznych, ale przede wszystkim nigdy nie wiedział co ma zrobić w danej sytuacji: zostać czy odejsć, mieszkać tu czy się przeprowadzić, kim zostać, co dalej, w którą stronę? Dylemat rozsiewał wokół siebie aurę niepewności, a czasem nawet bezsilności.

Nie miał wielu przyjaciół, bo ludzie nie lubili spotykać się z nim twarzą w twarz. Dylemat zawsze wprowadzał jakiś element niepewności do ich życia. Aż pewnego dnia przypadkiem napotkał go mężczyzna, który przywędrował z odległej wioski. Rozważania Dylematu powodowały w nim nie tyle wstręt, co ciekawość. Mężczyzna rozważał różne kwestie z Dylematem. Wybudował swój dom obok Dylematu. Z czasem jednak także on dostrzegł jaki wpływ ma na jego życie Dylemat. Ilekroć chciał zrealizować jakiś plan rozstrząsał wszystko po trzykroć. Zastanawiał się czy na pewno, a może inaczej, a może nie dziś? Zmęczony tą sytuacją pewnego dnia postanowił po prostu coś zrobić – cokolwiek.

– Nawet jeśli mi się nie uda będę wiedział, czy to jest dla mnie, czy nie. – Pomyślał sobie i zaczął malować obraz.

Nie wychodził ze swojego domu przez kilka dni i działał. Kiedy ukończył dzieło szczęśliwy wybiegł podzielić się radosną nowiną z przyjacielem. Okazało się, że dom Dylematu został pusty. Na drzwiach wisiała kartka: „Drogi Sąsiedzie, zmusiłeś mnie do zmiany miejsca zamieszkania, bo zaprzyjaźniłeś się z moim największym wrogiem – Działaniem. Nienawidzimy się od stuleci. Działanie zawsze mnie niszczy, gdy pojawia się w pobliżu. Wybacz, że odszedłem bez pożegnania, ale nie wiedziałem co miałbym ci powiedzieć. Sam dokonałeś wyboru.

Od tamtej pory Dylemat wciąż wędruje po świecie, szukając ludzi, w których może znaleźć kompana do rozmyślań. Kiedy jednak pojawia się Działanie, ludzie natychmiast odwracają się od Dylematu. Działając bowiem tworzą najpiękniejsze historie swojego życia.