Alergia pokarmowa u niemowlaka – moje doświadczenia cz. 4 – gluten

alergia pokarmowa gluten

Próba wprowadzenia glutenu do diety naszej Mimi przypominała trochę wybuch fajerwerków. Wyrwała mnie z poczucia, że temat alergii pokarmowej mam już choć trochę opanowany.

Za gluten zabraliśmy się po 6tym miesiącu, kiedy Mimi jadła już kilka warzyw. Alergolog zalecił dodanie szczypty – maleńkiej szczypty – kaszy manny do puree z jakiegoś warzywa. Standardowo miałam podawać taką kompozycję przez 5-6 dni. Pierwszego dnia nie było żadnej reakcji, ale jeszcze mnie to nie cieszyło. Drugiego dnia Mimi była dziwnie niespokojna i choć nic innego się nie działo mnie już zapaliła się lampka alarmowa. Jej drzemki w takie niespokojne dni trwały czasami tylko 15-20 minut, była zmęczona i płaczliwa. Zdarzało się, że traciła apetyt.

Trzeciego dnia rano bum! – kupka z krwią i śluzem. Nitek krwi było sporo, mogłam dostrzec to gołym okiem. Oczywiście niezwłocznie zadzwoniłam do alergologa. Nasza pani doktor poleciła zaprzestać podawania glutenu, odczekać około 14nastu dni i zrobić badanie na krew utajoną. W tym czasie miałam nie wprowadzać nic nowego – tak by mieć pewność, że sytuacja się ustabilizowała. W międzyczasie skierowała nas także na usg jamy brzusznej. Po około trzech tygodniach miałam ponownie podać gluten, obserwować reakcję dziecka, zrobić badanie na krew utajoną i jeśli wynik będzie pozytywny niezwłocznie skonsultować się z gastrologiem.

Niestety po drugim podaniu glutenu już pierwszego dnia pojawiły się wymioty, śluz w kupce, niepokój no i wynik badania na krew utajoną był pozytywny. Oznaczało to, że z jakiegoś powodu Mimi nie toleruje glutenu. Na konsultację udaliśmy się do gastrologa, który zalecił rezygnację z glutenu do ukończenia 12tego miesiąca życia. Kiedy Mimi skończy rok miałam ponownie przeprowadzić prowokację niewielką ilością kaszki manny i jeśli objawy ponownie wystąpią niezwłocznie konsultować się z naszą panią alergolog.

Ale… kiedy Mimi miała prawie 11 miesięcy zdarzył się taki dzień, że jej starsza siostrzyczka postanowiła się wyżywić babką piaskową na podłodze. Okruchy z tej babki sypały się jak wióry na tartaku. Chwila mojej nieuwagi, a Maluch aż mlaskał z zachwytem nad dobrodziejstwem, które go spotkało 😉 Mimi najadła się tej babki, która zawierała w sobie dwa zasadnicze alergeny – jajko i gluten. Trochę zaniepokojona czekałam co się wydarzy, ale nie działo się nic. Kolejnego dnia trochę ośmielona tym faktem postanowiłam sama podać Małej odrobinę kajzerki i widząc, że nic się nie dzieje powtórzyłam to jeszcze przez kilka dni. Chcąc się upewnić pojechałam do laboratorium wykonać badania na krew utajoną i dostałam informację o wyniku ujemnym.

W ten oto sposób gluten trochę przypadkiem, ale jednak znalazł się w diecie Mimi. Oczywiście nie zapomniałam też o jajku, które również znajdowało się w babce i na które także odpowiedź Mimi była pozytywna. W ten sposób weszliśmy w radosny okres w dziejach alergii pokarmowej naszego Malucha, który ja nazywam WYRASTANIEM 🙂

P.S. Ten wpis nie stanowi porady medycznej w żadnym aspekcie. Dzielę się jedynie MOIMI spostrzeżeniami i doświadczeniami, bo zjawisko alergii pokarmowej dotyka coraz więcej niemowląt i wierzę, że taki opis może być wskazówką dla niejednego z rodziców. Jeżeli coś Cię niepokoi zawsze zasięgnij porady lekarza!

Pozostałe wpisy z tego cyklu:

Alergia pokarmowa u niemowlaka cz. 1

Alergia pokarmowa u niemowlaka cz. 2 – wprowadzanie mieszanki mlekozastępczej

Alergia pokarmowa u niemowlaka cz. 3 – rozszerzanie diety

Alergia pokarmowa u niemowlaka – moje doświadczenia cz. 3 – rozszerzanie diety

alergia cz. 3 rozszerzanie diety

W poprzednim wpisie nakreśliłam jak wyglądał proces wprowadzenia mieszanki mlekozastępczej do diety mojej Mimi. Dzisiaj chcę opisać jak przebiegało rozszerzanie diety. Dwie ważne okoliczności rozszerzania diety na początek: Mimi wciąż w 95 % karmiona była piersią, a rozszerzanie diety rozpoczęłam dopiero, gdy byłam pewna, że mieszanka mlekozastępcza została przez moją córeczkę zaakceptowana, jednak dostawała jej maksymalnie ok. 50 ml na dobę.

– KROK 1 WARZYWA –

Rozszerzanie diety w porozumieniu z alergologiem rozpoczęłam, gdy Mimi miała około 5,5 miesiąca, bo pomimo, że była karmiona piersią, to moją intencją było przejście na mieszankę mlekozastępczą. Ostatecznie pomimo uciążliwości zdecydowałam się karmić piersią nieco dłużej, niż pierwotnie zamierzałam. Wracając do meritum. Na pierwszy oogień poszedł ziemniak. Zgodnie z zaleceniami lekarza podawałam najpierw pojedyńcze warzywa, każde przez około 5-6 dni. Moim zadaniem było uważne obserwowanie co się dzieje z dzieckiem. Następnie wprowadziłam marchewkę, zielony groszek, dynię oraz kukurydzę. Co ważne – w okresie rozszerzania diety Mimi ja sama trzymałam się ściśle określonego jadłospisu i bardzo uważałam, by nie znalazły się w mojej diecie żadne szkodzące jej produkty.

– KROK 2 OWOCE –

Po wprowadzeniu tych kilku warzyw zajęłam się wprowadzeniem owoców: jabłka gotowanego, następnie gruszki, jagód, brzoskwini, moreli, malin oraz śliwek – wszystkie owoce na początku podawałam gotowane.

– KROK 3 MIKSY I KASZKA –

Kiedy już miałyśmy kilka warzyw i owoców, które Mimi jadała, zaczęłam łączyć ze sobą różne produkty, podając Małej miksy warzywne w porze obiadku. Do tych jarzynowych zupek dodawałam odrobinę kaszek – zaczęłam od kukurydzianej, następnie wprowadziłam ryżową oraz jaglaną. No i nadszedł czas na gluten. Tutaj pojawiły się spore problemy, wyglądało na to, że Mimi go nie toleruje, więc wprowadzenie glutenu zostało przez naszą panią alergolog przesunięte. W tym temacie dodatkowo skierowano nas na konsultację gastrologiczną. Więcej o glutenie w kolejnym wpisie.

– KROK 4 MIĘSO I RYBY –

Gdy kaszki i zupki warzywne miałyśmy już opanowane zaczęłam wprowadzać mięso. Na początek indyk oraz królik, w dalszej kolejności kurczak oraz ryby: dorsz, łosoś i mintaj. Zgodnie z zaleceniami alergologa nie podawałam cielęciny oraz wołowiny i nie podaję ich do dzisiaj, wciąż z tym czekamy.

 – KROK 5 DALSZE ROZSZERZANIE DIETY –

W naszym wypadku nie podawaliśmy jajka kurzego ze względu na ostrą reakcję na jajko (żółtko i białko), którą mogłam obserwować karmiąc Mimi piersią. Wraz z upływem czasu podawałam Mimi już 3 posiłki dziennie. Rano zjadała kaszkę bezmleczną przygotowaną na bazie mieszanki mlekozastępczej, w południe zupkę, a w porze podwieczorku owoce z kaszą jaglaną lub ryżem. Ponad to dalej rozszerzałam dietę o nowe warzywa i owoce. Gdy Mimi miała 9-10 miesięcy jadła już większość warzyw i owoców, powoli włączałam także strączki w postaci zielonej fasolki. Wciąż nie podawałam glutenu ze względu na reakcję świadczącą o nietolerancji bądź alergii.

– ROZSZERZANIE DIETY A EMOCJE RODZICÓW –

Wiem, że większość z nas – rodziców – podchodzi mniej lub bardziej emocjonalnie do rozszerzania diety Malucha oraz do kwestii zjadania przez niego podanych posiłków. Co istotne rozszerzając dietę małego alergika trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie wszystko uda nam się wprowadzić zgodnie z planem, na akceptację niektórych produktów będzie trzeba poczekać, ale nie warto się poddawać. Jak się nie uda za pierwszym podejściem to próbujemy za kilka-kilkanaście tygodni. Nasza Mimi do dziś nie je na przykład kalafiora, brokułów czy banana, ale staram się równoważyć jej dietę wykorzystując maksymalnie to, co może jeść.

Na początku całego procesu byłam przerażona, czułam się jak dziecko we mgle, pomimo że mam starsze dziecko i rozszerzanie diety nie było dla mnie nowością. Jednak w przypadku Mimi okazało się sporym wyzwaniem – przede wszystkim ze względu na dodatkowy czas, który musiałam poświęcić na przygotowanie posiłków tylko dla niej oraz szczególną dbałość o swoją dietę w tym czasie.

Jeszcze jedna uwaga na koniec – kiedy wprowadzałam nowy produkt najpierw dosłownie smarowałam nim usta Mimi – tak radzili mi zarówno alergolog jak i gastrolog. Oczywiście stałe posiłki, które tego dnia zaistniały w jadłospisie Mimi musiały być przygotowane tylko z akceptowanych przez nią składników, tak bym mogła zobaczyć ewentualną reakcję. Jeśli po posmarowaniu ust wszystko było dobrze następnego dnia podawałam jedną małą łyżeczkę, kolejnego dnia dwie i dopiero po kilku dniach więcej – oczywiście w zależności od potrzeb Malucha.

I druga istotna myśl – czasami reakcja alergiczna nie ujawniała nam się po pierwszym – nawet kilkudniowym podaniu. Niepokojące symptomy pojawiały się przy drugim podejściu – wtedy za to już raczej szybko – po kilku godzinach lub następnego dnia. To też warto mieć na uwadze. Pani gastrolog tłumaczyła mi, że to absolutnie normalne, gdyż organizm dziecka wykształcił po pierwszym podaniu przeciwciała, traktując dany produkt jako szkodliwy.

W rozszerzaniu diety bardzo pomógł mi mały kalendarzyk, który prowadziłam na lodówce, ponieważ tak jak wspomniałam wcześniej, nie zawsze reakcje świadczące o nietolerancji czy alergii pojawiały się od razu lub przy okazji pierwszej próby. O ile podając pojedyńcze produkty można się łatwo zorientować, o tyle wprowadzając miksy, zupki i jeszcze jakieś nowe warzywa czy owoce już można się pogubić.

Stworzyłam również tabelkę produktów, które Mimi akceptuje, są zakazane oraz tych, które będę wprowadzać. Zawiesiłam ją także na lodówce z uwagi na fakt, że nie chciałam i nie mogłam być jedyną osobą, która posiada tą wiedzę. Gdyby przedłużył się jakiś mój wyjazd albo wypadło coś niespodziewanego mój mąż czy ktokolwiek inny ma wgląd do najważniejszych informacji.

W kolejnym wpisie opiszę nasze przygody związane z wprowadzeniem glutenu 😉

P.S. Ten wpis nie stanowi porady medycznej w żadnym aspekcie. Dzielę się jedynie MOIMI spostrzeżeniami i doświadczeniami, bo zjawisko alergii pokarmowej dotyka coraz więcej niemowląt i wierzę, że taki opis może być wskazówką dla niejednego z rodziców. Jeżeli coś Cię niepokoi zawsze zasięgnij porady lekarza!

Pozostałe wpisy z tego cyklu:

Alergia pokarmowa u niemowlaka cz. 1

Alergia pokarmowa u niemowlaka cz. 2 – wprowadzanie mieszanki mlekozastępczej

Alergia pokarmowa u niemowlaka – moje doświadczenia cz. 2 – wprowadzenie mieszanki mlekozastępczej

alergia pokarmowa cz 2

Kiedy Mimi miała 4 miesiące zdecydowałam się udać do specjalisty w związku z nasilającymi się objawami nietolerancji czy alergii pokarmowej (Córeczka karmiona była piersią). Tak jak pisałam w cz. 1 tego wpisu alergolog zlecił wykonanie szeregu badań oraz przepisał mieszankę mlekozastępczą opartą na fragmentach białek mleka krowiego, której Mimi niestety nie zaakceptowała.

Kolejnym krokiem było spróbowanie mieszanki mlekozastępczej opartej na aminokwasach, którą niemowlę z silną alergią na białka mleka krowiego powinno zaakceptować, jednak droga do pełnej akceptacji oraz sukcesu we wprowadzeniu mieszanki okazała się długa i żmudna. W sumie trwało to przeszło 3 miesiące.

Zgodnie z zaleceniami alergologa zaczęłam od wprowadzenia dosłownie 5 ml mieszanki dziennie, czyli około 2 łyżeczek. Moim zadaniem było uważne obserwowanie wszelkich objawów ze strony dziecka. Co bardzo istotne w czasie wprowadzania mieszanki musiałam bardzo przestrzegać mojej diety. Jadłam tylko i wyłącznie to, co było w 100% bezpieczne, wybierałam sprawdzone produkty i nie wprowadzałam żadnych nowości. W ciągu pierwszych kilku dni jadłam dosłownie to samo dzień w dzień, by mieć pewność, że moja Mimi akceptuje mieszankę lub by móc zaobserwować jakiekolwiek niepokojące symptomy.

Taką małą ilość produktu podawałam przez 5 dni i widząc, że nic złego się nie dzieje stopniowo – łyżeczka po łyżeczce – zaczęłam zwiększać ilość mieszanki. W międzyczasie wykonałam badania na krew utajoną, by mieć więcej pewności, że mieszanka nie szkodzi córce. Po około 6 tygodniach doszłam do punktu, gdy moje dziecko wypijało raz dziennie 60 ml mieszanki i rano jadło niewielkie ilości kaszki ryżowej przygotowanej na bazie tej mieszanki. Byłam już pewna, że produkt jest bezpieczny dla Maluszka.

Co istotne w międzyczasie zaczęłam też rozszerzanie diety Mimi, bo skończyła pół roku, więc cały proces wymagał ode mnie sporo skupienia i uwagi. Tym, co bardzo mi pomogło był mały dzienniczek, który prowadziłam na lodówce i dzięki któremu wiedziałam co i kiedy podałam dziecku. To co warto mieć na uwadze to fakt, że objawy alergii czy nietolerancji pokarmowej czasami pojawiają się dopiero po kilku dniach po podaniu produktu. A bywało też tak, że przy pierwszej próbie wszystko wyglądało dobrze, a przy drugim podejściu pojawiały się niepokojące objawy. Także dzienniczek i notatki pozwalały mi na kontrolowanie sytuacji.

Wracając do tematu mieszanki. Kiedy Mimi miała 6,5 miesiąca zdecydowałam się na stopniowe zakończenie karmienia piersią, powoli zwiększając liczbę karmień mieszanką mlekozastępczą. Zajęło mi to kolejnych 6 tygodni i finalnie Maluszek w wieku 8 miesięcy dostawał już tylko mieszankę. Jednak nie było mi już wtedy tak żal zaprzestania karmienia, bo Mimi jadła już dość dużo „normalnych” produktów i wiedziałam, że jej małemu organizmowi niczego nie zabraknie 😉

Kończąc już chcę napisać jeszcze jedno – warto udać się do dobrego specjalisty. Nasza pani alergolog przeprowadziła nas cudownie przez cały, wcale niełatwy, proces rozpoznania alergii pokarmowej oraz rozszerzenia diety naszego małego alergika. Nie poradziłabym sobie bez solidnego wsparcia.

P.S. Ten wpis nie stanowi porady medycznej w żadnym aspekcie. Dzielę się jedynie MOIMI spostrzeżeniami i doświadczeniami, bo zjawisko alergii pokarmowej dotyka coraz więcej niemowląt i wierzę, że taki opis może być wskazówką dla niejednego z rodziców. Jeżeli coś Cię niepokoi zawsze zasięgnij porady lekarza!

Pierwszą część wpisu o alergii pokarmowej znajdziesz tutaj. Kolejna pojawi się na blogu we wtorek 12 listopada. Zapraszam 🙂

Alergia pokarmowa u niemowlaka – moje doświadczenia, cz. 1

alergia u niemowląt

Zaczęło się dość niewinnie. Kiedy Mimi miała 3 tygodnie na jej policzkach pojawiły się małe, czerwone, grudkowate krostki. Położna zawyrokowała: „skaza”. Nie chciałam uwierzyć, więc metodą eliminacji starałam się wykluczyć kolejnych, potencjalnych winowajców… Niestety, moje poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Mimi karmiona była piersią, więc wszelkie poszukiwania musiałam zacząć od szczegółowej analizy mojego jadłospisu.

Tydzień później zjawiłam się z nią u pediatry. Niestety nie było wtedy naszej pani doktor i trafił mi się ktoś inny, no ale lekarz to lekarz pomyślałam… Lekarka po przeprowadzeniu lakonicznego wywiadu orzekła, że może to być trądzik niemowlęcy, ale tak naprawdę nie wiadomo. Przepisała maść robioną i tyle.

Maść nic nie pomagała, za to ja zuważyłam, że nasilenie krostek zmniejsza się i zwiększa, ale nie wiedziałam jeszcze z czym to jest związane. Ponad to ulewanie naszej Mimi zaczynało przybierać skalę wymiotów i tu już zapaliła mi się czerwona lampka… Postanowiłam poszperać trochę w Internecie i uświadomiłam sobie, że oprócz krostek i ulewań nasze maleństwo ma jeszcze inne charakterystyczne dla alergii pokarmowej objawy, których ja nie wiązałam w ogóle z tym zjawiskiem. Otóż Mimi miała także sapkę, a ja zastanawiałam się dlaczego tak dziwnie nocą charczy. Robiła też bardzo często kupkę, co w sumie nie było niczym dziwnym, ale kiedy po lekturze kilku sensownych artykułów zdecydowałam się na próbę odstawić mleko i wszelkie mleczne przetwory na tydzień, okazało się, że liczba wypróżnień zmniejszyła się diametralnie.

Już po kilku dniach od wykluczenia z diety mleka i jego przetworów objawy zaczęły ustępować, ale całkowicie ustąpiły dopiero po 4 tygodniach. W międzyczasie podczas szczepień i kontroli wypytywałam pediatrę jak dalej postępować. Zalecono mi przeprowadzić tzw. prowokację, gdy już absolutnie wszystkie objawy ustąpią. Miałam znów na kilka dni włączyć do swojej diety mleko. I nie potrzebowałam nawet kilku dni, bo już pierwsze karmienia po spożyciu jogurtu naturalnego sprawiły, że mimi zaczęła znów ulewać, następnego dnia pojawiła się ponownie wysypka, w kupce pojawił się śluz, a ja się podłamałam. Nie dość, że Mimi okazała się super wrażliwym dzieckiem i o jedzeniu wszystkiego mogłam zapomnieć, to jeszcze musiałam odstawić ze swojej diety mleko i jego przetwory.

Jednak jak się okazało to był dopiero początek przeprawy, jaką miałam przed sobą. Po chwilowym ustabilizowaniu się sytuacji Mimi znów zaczęła szaleć, kupki były zielone i bardzo częste, nawet w nocy i nawet co godzinę. Wróciło też ulewanie. Minęło około 10 dni zanim wytropiłam sprawcę. Tym razem było to jajko.

Potem dołączyli seler, pietruszka i pomidory. Zdarzały się kupki z krwią, ze śluzem, wymioty. I co bardzo charakterystyczne Mimi zaatakowana przez alergen była bardzo niespokojna, rozdrażniona, mało spała. Zachowywała się tak, jakby była chora i sytuacja taka miała miejsce nawet, gdy zjadłam coś, co mogło zawierać jedynie śladowe ilości któregoś z alergenów. Wciąż karmiłam ją piersią, ale zaczynałam czuć się bardzo osłabiona i niejednokrotnie przybita. Gotowanie pochłaniało każdą „wolną” chwilę. Wtedy właśnie postanowiłam udać się do alergologa po pomoc. Po 4 miesiącach myślałam już bardzo poważnie o odstawieniu Malutkiej od piersi.

Szczerze – myślałam, że gdy zawitam u wrót specjalisty ten przepisze mi specjalne mleko i skończy się ta męczarnia. Jednak tak się nie stało… Alergolog po naprawdę długim i wyczerpującym wywiadzie stwierdził, że Mimi ma alergię pokarmową wieloważną i to prawdopodobnie bardzo silną. Taką, jaką rzadko się spotyka. Lekarka zleciła także badania no i przepisała mi mieszankę mlekozastępczą (na receptę), ale miałam ją wprowadzać bardzo ostrożne i zacząć od 5 ml dosłownie. Tak też zrobiłam.

Wróciłam do alergologa po dwóch tygodniach, ponieważ Mimi nie zaakceptowała mieszanki. Pisząc, że „nie zaakceptowała”, mam na myśli, iż pojawił się zespół objawów ewidentnie świadczących o nietolerancji produktu. Była to jedna z najbardziej popularnych mieszanek mlekozastępczych, ale mimo, iż zawierała tylko fragmenty białek mleka krowiego moje dziecko wciąż reagowało tak, jak w przypadku pełnego mleka. Konieczne były dalsze poszukiwania, ale właściwie wyboru nie było dużego. Możliwe okazało się zastosowanie jedynie mieszanki mlekozastępczej opartej na aminokwasach, pozbawionej białek mleka krowiego. Jednak jej wprowadzenie do diety Malucha okazało się długim i niełatwym procesem. O tym jak on przebiegał w kolejnym wpisie.

Oczywiście Mimi przez cały ten czas karmiona była naturalnie, a ja we współpracy z alergologiem utrzymywałam dietę eliminacyjną.

P.S. Ten wpis nie stanowi porady medycznej w żadnym aspekcie. Dzielę się jedynie MOIMI spostrzeżeniami i doświadczeniami, bo zjawisko alergii pokarmowej dotyka coraz więcej niemowląt i wierzę, że taki opis może być wskazówką dla niejednej z mam. Jeżeli coś Cię niepokoi zawsze zasięgnij porady lekarza.