Oto ja – MAMA

Szczęśliwa i wdzięczna, choć czasami równie bezsilna, smutna czy zagubiona. Całym sercem przy dziecku, zawsze! Oto ja – MAMA.

oto ja mama 2

Mamą zostałam świadomie i z wyboru, choć tego jak będzie to wszystko wyglądało nie mogłam dowiedzieć się z żadnej opowieści. Wiedza przyszła wraz z doświadczeniem. Nigdy, ani przez moment nie żałowałam tej decyzji. Wręcz przeciwnie. Dziś jestem niezmiernie wdzięczna, że zdecydowaliśmy się na dziecko, pomimo zupełnie nieidealnego momentu i niesprzyjających okoliczności, w których się chwilowo znajdowaliśmy. To był prawdziwy zew serca. Nie mogliśmy tego zignorować.

MATCZYNE RADOŚCI

Chwile przepełnione szczęściem u boku istotki, która wzbudziła we mnie bezmiar miłości, jakiej wcześniej nie znałam. Chwile radości zupełnie innej, wypełniającej całe serce, po brzegi. Nie brakuje ich w moim macierzyńskim kuferku.

MATCZYNA TOŻSAMOŚĆ

Niedługo po przyjściu na świat Iskierki przeszłam chyba najtrudniejszy etap – odnalezienia siebie na nowo. Czułam się dość mocno zagubiona. Bardzo chciałam chwycić siebie z przeszłości. Kurczowo trzymałam się starych sposobów działania i myślenia, próbując działać w nowych okolicznościach. Dziś wiem, że to było bez sensu. Jednak wszystkiego o sobie uczyłam się z czasem i poprzez wydarzenia, które transformowały mnie w zdumiewający sposób.

MATCZYNE ROZTERKI

Długo motałam się niczym Werter w swoich cierpieniach. Jedną ręką maczałam palce w sosie własnej frustracji, a drugą ręką spijałam najsłodszy nektar z kielicha matczynej radości. Długo trwało zanim znalazłam ścieżkę, która pozwala mi godzić różne życiowe misje z macierzyństwem.

MATCZYNE ZMARTWIENIA

Trudno ich uniknąć, trzeba nauczyć się z nimi żyć i radzić sobie, gdy zamieniają się w paraliżujący lęk. Nie brakuje ich na żadnym etapie. Począwszy od wsłuchiwania się w oddech niemowlęcia pierwszej nocy, skończywszy może kiedyś… a może nie… Słuchając opowieści bardziej „zaawansowanych” matek raczej to drugie.

MATCZYNE WZLOTY I UPADKI

To ta część dedykowana własnemu wewnętrznemu krytykowi, który poddaje jeszcze bardziej surowej ocenie wszelkie działania wobec dziecka. Wzloty, gdy realizuję się jako mama i przychodzi mi to z łatwością. Upadki, gdy czuję się bezsilna i zupełnie nie wiem jak sobie poradzić z problemami na macierzyńskiej drodze.

Choć macierzyństwo nie jest cukierkowym doświadczeniem bezwzględnie przyznaję, że jest doświadczeniem wartym przeżycia. Jest pięknie. Jest inaczej. Jest pełniej. Macierzyństwo to dar.

Oto ja – MAMA, szczęśliwa i wdzięczna, choć czasami równie bezsilna, smutna czy zagubiona. Staram się jednak być najlepszą mamą, jaką potrafię. Staram się każdego dnia z otwartym sercem wychodzić naprzeciw potrzebom mojej Iskierki. Iskierki, która rozpaliła moje życie.

Dziś stoję u progu macierzyństwa po raz drugi. Kolejny raz wkraczam w moim życiu na ścieżkę, na której mnie jeszcze nie było. Choć wiem już jak to może wyglądać, to mogę tylko przypuszczać jak będzie tym razem. Niemniej jednak radość przepełnia moje serce, że zdecydowaliśmy się na powitanie drugiego bobula w naszej rodzinie 🙂

Nigdy nie byłabym tym, kim jestem, gdybym nie została Mamą.

Myśli i słowa. Słowa i czyny. O spójności w naszym życiu.

Nie zawsze mówimy to, co myślimy. Nie zawsze też postępujemy tak, jak deklarujemy. Podobno o człowieku świadczą nie słowa, a czyny. A wszystko jak zawsze zaczyna się w głowie, gdzie ma swój początek i koniec myśl.

SPÓJNOŚĆ

Nasz umysł przypomina czasami ogródek warzywny. Kiedy zasiejesz nasionka musisz trochę poczekać, aż wzejdą. Zanim to się jednak stanie, zwłaszcza w słoneczne dni, nasionka trzeba podlewać. Dbasz zatem o ten swój kawałek ziemi. Po kilku tygodniach gleba zaczyna się zielenić. Coś zaczyna wzrastać, jednak na tym etapie nie jesteś w stanie stwierdzić czym jest ta zielenina. Dopiero, gdy roślinki nabierają kształtu można rozróżnić czym są. Niestety wśród tych pożądanych gatunków warzyw bardzo szybko pojawiają się też chwasty… Chwasty mają to do siebie, że rosną błyskawicznie i często na tym pierwszym etapie przypominają nasze warzywka.

Jeżeli się nie przyłożysz i nie zadbasz o grządki wkrótce chwasty zabiorą warzywom słońce i wodę. Dlatego chwasty trzeba systematycznie wyrywać tak, by to co dobre, mogło spokojnie wzrastać. Z oczyszczaniem naszych myśli jest bardzo podobnie. O ich jakość i dostęp do słońca trzeba systematycznie dbać. Dlaczego?

Dlatego, że nasze myśli w bardzo dużym stopniu przekładają się na nasze życie. Niejednokrotnie zauważam, że ludziom, którzy mają pod górę jest często jeszcze trudniej. To niesprawiedliwe – możesz uważać. Zgadzam się, że to niesprawiedliwe, ale niestety tak jest. Zmiana nastawienia wobec życia pomaga nam zmienić perspektywę, widzieć w innych kolorach, a wreszcie sięgać po zmiany, których potrzebujemy.

Nasze myśli przekładają się na słowa. Słowa, które mówimy do innych oraz słowa, które mówimy do siebie i o sobie. Słowa mają moc tworzenia. Kształtują nasze relacje z innymi ludźmi, kształtują wiele zdarzeń, którym pozwalamy zaistnieć. Przekładają się na działania.

A o działaniach wiele pisać nie trzeba. One wpływają bezpośrednio na to, co wokół nas. Powiedziałabym jednak, że są bardziej efektem niż początkiem w całym łańcuchu, choć może wydawać się inaczej.

Tym, co ma znaczenie dla jakości naszego życia jest spójność tego, co myślimy z tym co mówimy i tego co mówimy z tym co robimy. Bez odpowiedniej dbałości o myśli, słowa i działania kształtujemy w naszym życiu dysharmonię.

Dlaczego jednak dzieje się tak, że nie zawsze mówimy to, co myślimy? Po pierwsze często sami nie dajemy sobie do tego prawa. Po drugie – boimy się. Boimy się odrzucenia, straty, niekorzystnej reakcji drugiej osoby. A wszystko to, co powinno być wypowiedziane, a nie jest, kumuluje się w nas i prędzej czy później wybucha – mniej lub bardziej głośno.

Możemy też przejść całe życie głosząc prawdy wszelkiej maści, ale dopóki nie znajdą one odzwierciedlenia w naszej rzeczywistości, dopóty będą tylko teorią. Możemy opowiadać o swoich planach czy marzeniach, ale dopóki nie zaczniemy działać, dopóty będą to tylko piękne wizje.

I co najważniejsze w całej tej układance to nie to, co pomyślą sobie o nas inni, ale to, co sami o sobie możemy powiedzieć. Trafiłam ostatnio na fajny cytat w jednym z kobiecych czasopism. „Chcesz poczuć więcej radości z życia? Nie próbuj robić wrażenia na innych, spróbuj zrobić wrażenie na sobie.”

Dużo się nas uczy o tym jak wyglądać i mówić na rozmowie kwalifikacyjnej, żeby było to spójne. Warto może potraktować życie jak rozmowę kwalifikacyjną i każdego dnia dbać o osiąganie spójności w zakresie myśli, słów i czynów, tak by móc zrobić pozytywne wrażenie na sobie, a tym samym zyskać najważniejszą posadę w swoim życiu – posadę kapitana łodzi, którą płyniemy w konkretnym kierunku.

O przemocy wobec kobiet.

W mediach sporo mówi się o przemocy wobec kobiet. Nie ma chyba tygodnia byśmy nie słyszeli o jakimś okrutnym pobiciu (niestety!). Większość informacji, które do nas docierają traktuje jednak o kobietach młodych, które zajmują się swoimi niedorosłymi jeszcze dziećmi. W ciągu ostatnich lat kwestie przemocy domowej są dość intensywnie nagłaśniane, co sprawia, że wielu kobietom udaje się zmienić swoje życie i wyrwać spod panowania oprawcy. A jak to wygląda w przypadku kobiet starszych? Takich, które od dziesiątek lat żyją w związku ze swoim mężem-prześladowcą…

PRZEMOC WOBEC KOBIET

Znam historię takiej kobiety. Ma ona obecnie 69 lat i większość życia spędziła u boku mężczyzny, który znęcał się nad nią w przeszłości i wciąż się nad nią znęca. Tak, nawet dziś, kiedy oboje są schorowanymi, starszymi ludźmi… Pobicia, podduszanie, zastraszanie, wymuszenia na tle seksualnym, codzienne mieszanie z błotem kobiety, która jednocześnie opiekuje się tym chorym i niepełnosprawnym mężczyzną.

Ludzie ci wychowali razem czworo dzieci, których losy także nie są proste. Tylko jedno z nich jest w związku małżeńskim. Małżeństwa pozostałej trójki rozpadały się prędzej czy później. Z tych małżeństw wyrosły dzieci, które także nie miały najlepszych wzorców rodzinnych.

W wielu kampaniach dotyczących przemocy wobec kobiet często zaznacza się wpływ toksycznych relacji na dzieci. Z tego jednak, co pokazuje ten przykład, wpływ ten sięga nawet następnego pokolenia. Oczywiście, że nie zawsze musi tak być. Każdy z nas jest inny i każdy inaczej poradzi sobie w życiu, ale chcę Ci powiedzieć, że przemoc może mieć swoje skutki znacznie dalej, niż jesteśmy w stanie dostrzec.

Dlaczego ta kobieta nie odeszła i pewnie już nigdy nie odejdzie? Dlatego, że czasy w których składała przysięgę małżeńską były zupełnie inne niż te dzisiaj. Biorąc pod uwagę kwestię jej religijności śmiem przypuszczać, że ta przysięga ma dla niej także ogromną wartość. „Na dobre i na złe.” Tylko czy warto było poświęcić dobro swoje i dzieci w imię przysięgi złożonej niewłaściwemu człowiekowi?

Możesz się zastanawiać dlaczego dzieci tej kobiety godzą się na tą sytuację? Przecież wiedzą, co działo się za zamkniętymi drzwiami ich domu… No i w tym miejscu dzieje się coś, co trudno zrozumieć, a o czym więcej mógliby powiedzieć psychologowie. Po jednej z ostrzejszych akcji minionego roku mężczyzna znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. Kiedy to się stało wszystkie dzieci głęboko mu współczuły – powiem więcej – oni czuli się współwinni „nieszczęścia” ojca. Sytuacja ta wyglądała podobnie w przypadku żony. Pomimo strachu i niekończących się gróźb przyjęła męża ponownie pod wspólny dach.

Niezrozumiałe jest dla mnie także działanie zarówno policji jak i szpitala psychiatrycznego. Mężczyzna spędził tam około trzech tygodni, po czym opuścił mury szpitala. Bez konsekwencji, bez terapii. Jakby został uleczony… Pokrzywdzona kobieta także nie otrzymała żadnej pomocy i nawet przez myśl jej nie przeszło, by gdzieś się po nią zwrócić, bo tak jak wspomniałam – czuła się winna, że w ogóle do takiej sytuacji doszło…

Mechanizmy psychologiczne pojawiające się w relacji „kat-ofiara” są bardzo skomplikowane. Nie jestem władna wyjaśnienia ich, ale określenie tego zjawiska jako „współuzależnienie” to w tym przypadku za mało. Coraz więcej ofiar przemocy domowej samodzielnie sięga po pomoc, ale martwi mnie los tych, które nie potrafią – z różnych powodów. I w tym miejscu brakuje wsparcia zewnętrznego. Jedna sprawa to kampanie mówiące kobietom „możesz, poradzisz sobie”, a druga sprawa to konkretna pomoc psychologiczna oferowana w takiej sytuacji kobietom pokrzywdzonym, której w moim odczuciu brakuje, a jeżeli już jest, to droga skorzystania z niej jest zbyt długa, by mogła być skuteczna .

W związku z tą bardzo smutną historią nasuwa mi się jedna, kluczowa refleksja. Nasze życie nie zmienia się samo!!! W bardzo wielu przypadkach tylko konkretne decyzje mogą je realnie zmienić. Decyzje, które są mocno osadzone w potrzebie zmiany. I jeśli mówimy do kobiet, będących ofiarami przemocy „możesz odejść, dasz sobie radę” to warto też dodać „tylko Ty możesz zmienić swoje życie”, „to od Ciebie zależy, co wybierasz”. Bo odpowiedzialność za moje życie spoczywa tylko na moich barkach. Jakkolwiek to niekomfortowe, to jednak bardzo prawdziwe.