Pscoła nam do domu spieldolila! – 5 faktów o rodzicielstwie, o których Ci nie powiedziano.

Najpierw jest ciąża – „radosny czas oczekiwania” czy „stan błogosławiony” – który nie dla każdej z nas jest taki radosny, a już na pewno nie w całej swojej rozciągłości. Początki bywają trudne, a i pod koniec lekko nie jest – dosłownie. No ale prawdziwa przygoda zaczyna się potem, gdy na świat przychodzi on lub ona. Czego zatem w moim odczuciu nie dowiemy się o rodzicielstwie z książek ani od naszych rodziców?

5 faktów o rodzicielstwie

Numer 1

Nieprzespane noce trwają znacznie dłużej niż zakłada teoria.

Tak wiem… są dzieci, które pięknie śpią nocą niemal od urodzenia albo przynajmniej od jakiegoś „rozsądnego” czasu kilku-kilkunastu miesięcy. Nasze do nich nie należało. 3,5 roku wstawania dało mi w kość. Wiadomo oczywiście, że po roku nie musiałam już wstawać 5 razy w nocy, ale zawsze był to raz, dwa albo trzy razy. Przez długi czas myślałam, że może coś z nami nie tak, czegoś jej nie nauczyliśmy albo przegapiliśmy jakiś moment, ale potem nasze dziecko nieco urosło  i nagle okazało się, że bez problemu przesypia noce. Co nie oznacza, że zawsze. Przy zmianie miejsca, chorobie, dużej dawce mocnych wrażeń bywa różnie. Stąd płynnie mogę przejść do puktu numer 2…

Numer 2

Podręcznikowe tudzież „babcine” czy „ciociowe” wskaźniki niekoniecznie muszą pasować do każdego dziecka.

Podręczników bardzo czepiała się nie będę, bo czytając książki i tak bierzemy poprawkę na fakt, że dużo kwestii omawianych jest tam w sposób ogólny, a każde dziecko jest inne – zwłaszcza dziś, kiedy wielu rodziców także walczy o swój indywidualizm.

Dlaczego „babcine” czy „ciociowe” wskaźniki tego, co dziecko powinno w danym wieku robić lub czego nie powinno moim zdaniem nie działają?

Bo nasze społeczeństwo rozwija się w tym momencie tak dynamicznie jak nigdy dotąd, a może rozwijać się jeszcze szybciej. My – jako rodzice stajemy się znacznie bardziej świadomi siebie i tego, w jakim kierunku chcemy prowadzić nasze życie. Żyjemy szybciej, dbamy także o własny rozwój, a to wszystko przekłada się na nasze dzieci – zarówno pozytywnie jak i czasami negatywnie. Próbując odnaleźć siebie w nowych okolicznościach nie zawsze jesteśmy oazą spokoju i nie zawsze mamy dość sił, by z uśmiechem na twarzy pełnić wymagającą rolę rodzica. Jeśli dodać do tego problemy w związkach, spowodowane także w dużej mierze szybkością życia, może być trudno wpasować naszą pociechę w modele z podręcznika. I tutaj nasuwa mi się dobry przykład związany z punktem numer 1 i naszym budzących się po nocach dziecięciem znacznie dłużej niż jakiekolwiek normy przewidują. Normy nie przewidują bowiem sytuacji rodziców, którzy dość intensywnie poszukiwali swojego miejsca oraz okoliczności sprzyjających rozwijaniu pomysłów, które mieli na własne życie. Wyniknęło z tego kilka przeprowadzek, potyczki związane z aktywnością zawodową mamy czy liczne wyjazdy taty. To wszystko ma wpływ na dzieci. Nam się może wydawać, że skoro jedzą i się śmieją, to wszystko jest OK, ale nie mamy pojęcia co dzieje się wewnątrz dziecka, zwłaszcza takiego, które nie opowie nam  jeszcze o swoich odczuciach, bo nie może lub nie potrafi ich nazwać. Dlatego książki czytam, babć słucham, ale postępuję tak, jak czuję.

Numer 3

Chipsy z szafy.

Trwają mistrzostwa świata w piłce nożnej, toteż mecze mój Luby ogląda. Pewnego wieczoru kiedy układaliśmy się do wyczekanego cały dzień odpoczynku w towarzystwie telewizora mój mąż zerwał się z kanapy nagle i poszedł do sypialni. Wraca po chwili z paczką chipsów w ręce… Tak, ukrył przed dzieckiem chipsy w szafie, bo to jeszcze jedyne miejsce, gdzie nasza latorośl wzrokiem nie dosięgnie. Dodam, że chipsy musiały być ukryte bardzo skrzętnie, bo prezenty od Mikołaja czy na urodziny udawało jej się znaleźć nawet w szafie już półtora roku temu.

Numer 4

– Pscoła nam do domu spieldoliła!!! – wykrzyknęła podekscytowana Iskierka.

– Co zrobiła? – pytam z niedowierzaniem.

– No spieldoliła nam do domu!

I teraz masz z jednej strony teorię nie reagowania na zachowania, których nie chcesz u dziecka wzmacniać, a z drugiej strony sytuacja jest tak śmieszna, że trudno się opanować. A książkowe teorie… Cóż, zanim sobie przypomnisz co tam pisali na dany temat możesz już śmiać się na całego albo trząść się z nerwów.

Faktem jest, że dziecka nie schowasz pod kloszem… Nie uchronisz go przed światem. Mało tego, Twoim zadaniem jest pomaganie mu w eksplorowaniu świata. Eksplorowanie świata wiąże się za to z poznawaniem różnych ludzi, miejsc, sytuacji – w każdej postaci. Także w postaci brzydkich słów, których pewnie wolelibyśmy z ust naszej słodkiej istotki nie słyszeć. Takich sytuacji jest bardzo wiele i dotyczą różnych obszarów – nie można się na to wszystko przygotować. Nawet jeżli o tym czytasz czy przerabiasz to na warsztatach dla rodziców Twoja reakcja może być bardziej spontaniczna, niż Ci się wydaje. Aha… uwzględniając teorie książkowe „reakcja” nie jest tym, co powinno pojawić się w odpowiedzi na zachowanie dziecka. Najlepszym rozwiązaniem jest wykształcenie w sobie pozytywnych nawyków i wzorców postępowania w sytuacjach konfliktowych czy trudnych. No przecież!

Numer 5

Rodzicielstwo jest procesem.

Bycia rodzicem nikt nie może nas nauczyć… Rodzicami stajemy się dzień po dniu, żyjąc u boku naszego potomstwa. Uczymy się zarówno siebie jak i naszych dzieci i robimy to funckjonując w bardzo dynamicznym środowisku. Zmiana, to drugie imię procesu, w którym funkcjonujemy. I zimna kawa na co dzień to przy tym pikuś… Wyzwań w życiu rodzica nie brakuje. Czasami tylko doba trwa za krótko 😉

Nie daj sobie wmówić, że znajdując się w trudnej sytuacji oko w oko ze swoją pociechą zawsze musisz wiedzieć jak postąpić. Bardzo często oczekuje się tego od nas byśmy potrafili tu i teraz postawić dziecko do pionu i sprostać społecznym oczekiwaniom, a co jeśli nie wiemy co zrobić albo ręce opadają nam już poniżej poziomu podłogi? Bywa i tak. Warto uczyć się rozwiązywać konflikty, warto rozmawiać z dziećmi, warto wiedzieć więcej i doświadczać więcej, ale nie warto dać sobie wmówić, że już właśnie teraz musisz wiedzieć jak się zachować i co zrobić. Bo nie zawsze wiemy. I to też jest OK. Najważniejsze, że dążymy do rozwoju siebie jako rodzica, do zdobycia wiedzy i doświadczenia, które kolejnym razem nie pozostaną bez znaczenia, a podobna konfliktowa sytuacja nie będzie miała szans zaistnieć. Rodzicielstwo jest procesem – a proces oznacza zmianę, poprawę, uczenie się, dążenie do celu. Przede wszystkim jednak jest rozciągnięty w czasie…

Trzy rozwojowe ćwiczenia, które wniosły najwięcej zmian w moim życiu.

Przeczytałam naprawdę sporo książek z zakresu rozwoju osobistego – nie wszystkie wnosiły coś wartościowego do mojego życia. Niemal każda z nich wymagała wykonywania oferowanych zadań, które miały na celu poprowadzenie czytelnika w obranym przez niego kierunku. Spośród wszystkich tych ćwiczeń w moim życiu realne zastosowanie znalazły trzy, które naprawdę dużo zmieniły i wciąż zmieniają.

trzy rozwojowe ćwiczenia

Numer 1

Poranne strony – propozycja Julii Cameron z książki „Droga Artysty”.

Ćwiczenie polega na zapisywaniu każdego ranka trzech stron wszelkich myśli, które kołaczą nam się po głowie. Nie musi być składnie ani stylistycznie, ma być bardzo od szczerze. Pisałam przez kilka miesięcy, codziennie niezależnie od okoliczności zewnętrznych – zmieniło się bardzo dużo. Tym, co jednak cieszyło mnie najbardziej był fakt, że znalazłam najfajniejszy dla mnie sposób na konfrontację z samą sobą – ze swoimi zmartwieniami, ze swoim wewnętrznym krytykiem, ze swoim strachem, ze swoimi bolączkami. Dzięki temu ćwiczeniu wypracowałam najgłębszą przemianę wewnętrzną.

Numer 2

Gdyby został Ci tylko rok – propozycja ćwiczenia, a raczej sposobu myślenia, którą zaczerpnęłam z książki Jacka Walkiewicza „Pełna moc możliwości”.

Wydaje się bardzo proste, w rzeczywistości jest jednak inaczej. Metoda ta zakłada planowanie życia w skali roku tak, jakby miał być to ostatni rok naszego życia. Chodzi o wzbudzenie wewnętrznej motywacji i zaprzestanie odwlekania realizacji planów, które są dla nas bardzo istotne, ale z jakichś powodów (których zwykle znajdzie się przynajmniej kilka) odkładamy ich realizację na przyszłość… Wciąż się tego uczę.

Numer 3

Zapisywanie celów – to propozycja powtarzająca się w niemal każdej pozycji książkowej z dziedziny rozwoju osobistego.

Nie warto lekceważyć tego zadania. Dlaczego? Dlatego, że to co zapisane ma większą moc. Podam bardzo prosty przykład. Niejednokrotnie mieliśmy z mężem fajne pomysły na spędzanie rodzinnego weekendu lub na krótkie wyjazdy, ale… kiedy przyszło nam gdzieś się wybrać pół dnia zastanawialiśmy się gdzie by tu pojechać… Do czasu aż pewnego dnia mój mąż wywiesił na lodówce małą karteczkę i zapisał kilka najczęściej wspominanych przez nas celów podróży. Potem dodawaliśmy kolejne, ale też jak bardzo szybko się okazało wykreślaliśmy te już zrealizowane – i to jeden po drugim. Nie twierdzę, że te niezapisane cele nigdy nie doczekają się realizacji, ale na pewno zapisanie sobie kilku priorytetów nastawia nas bardziej bojowo do ich realizacji.

Jeżeli któreś z tych ćwiczeń zwróciło Twoją uwagę – polecam spróbować. Ja stosuję je do dziś – z różną intensywnością i w zależności od potrzeb. Czasami dokonuję rewolucji, a czasami skupiam się na małych, codziennych celach. Ważne, że idę naprzód.

Plany do spełnienia czy pobożne życzenia…?

Bardzo pobożny człowiek znalazł się w trudnej sytuacji, zaczął się więc modlić w następujący sposób: „Panie, przypomnij sobie te wszystkie lata, kiedy służyłem Ci najlepiej, jak mogłem, o nic nie prosząc w zamian. Teraz, gdy jestem stary i zrujnowany, proszę Cię o przysługę pierwszy raz w życiu i wierzę, że mi nie odmówisz: proszę Cię, pozwól mi wygrać na loterii”.

KUPON LOTERYJNY

Mijały dni, potem tygodnie i miesiące, ale nic się nie stało. W końcu pewnej nocy zrozpaczony krzyknął:

– Dlaczego nie dajesz mi szansy, Boże?

I nagle usłyszał głos Boga mówiącego:

– To ty daj mi szansę. Czemu nie kupisz kuponu loteryjnego?

– Anthony de Mello „Kup kupon loteryjny” w „Modlitwa żaby”


Kiedyś bardzo chciałam zostać konsultantem ślubnym. Dużo sobie o tym myślałam, dużo wizualizowałam i dużo wyobrażałam, ale konsultantem ślubnym się nie stałam. Zabrakło działania. Marzenie to przypominało mi bardziej pobożne życzenie.

Kilka miesięcy temu zapaliła się we mnie iskra do stworzenia bloga. Kupiłam wielki niebieski brystol i zapisałam na nim wszystkie moje pomysły na to przedsięwzięcie. A potem zabrałam się do pracy. Znalazłam platformę obsługującą bloga, kupiłam domenę, stworzyłam go i zaczęłam pisać. Nauczona doświadczeniem wiedziałam już, że same chęci niewiele mi pomogą, jeśli nie będzie deptać im po piętach działanie.

W ostatnim czasie wraz z moim mężem znów ruszyliśmy do działania. Zauważam, że mamy w naszym życiu cykle. Są miesiące, kiedy intensywnie pracujemy i wtedy wydarza się co najmniej kilka istotnych zmian i są miesiące, kiedy się regenerujemy, tudzież zbieramy siły do kolejnych podbojów. To, co nas charakteryzuje to jest stałe dążenie naprzód. Niewymuszone, zrównoważone, mniej lub bardziej dynamiczne, ale… systematyczne. Nie pokładamy nadziei w cudach czy dobrym losie. Wiemy, że wsparcie „z góry” jest potrzebne, ale to w nas jest początek.

Czytałam czy słyszałam niejednokrotnie, że podążanie w wyznaczonym kierunku sprawia, że cały Wszechświat nam rusza z pomocą. Nie zaprzeczam, ale chcę uwzględnić, że ta „pomoc” nie zawsze wygląda tak, jak ją sobie wyobrażamy… a czasami może nawet przypominać przeszkody. I to jest w tym wszystkim najtrudniejsze… Pomaga za to naprawdę bardzo wyzbycie się oczekiwań jak ma wyglądać droga wiodąca ku spełnieniu planów. Bo wierz mi, w moim przypadku chyba nigdy nie było tak, jak sobie wyobrażałam 😉

Chcę Ci dziś powiedzieć, że aby coś w życiu zmienić, pójść naprzód, rozwinąć się, wzbogacić czy osiągnąć cokolwiek, o czym marzysz nie wystarczy tylko chcieć… albo żarliwie się modlić… Bywa, że potrzeba inwestycji. Bywa, że potrzeba ogromnych nakładów pracy. Na pewno zawsze potrzeba nam wiary, ale niekoniecznie wiary w cud, raczej wiary w siebie, we własne siły, w wartość naszych planów. I na pewno zawsze potrzeba nam działania – to jest siła napędowa pozwalająca zamieniać pobożne życzenia w spełnione marzenia…

„Gdy wysycha staw i ryby leżą na wyschniętej ziemi, zwilżanie jednym oddechem lub śliną nie zastąpi wrzucenia ich z powrotem do jeziora.

Nie ożywiaj ludzi ideałami; wyganiaj ich na powrót w Rzeczywistość; ponieważ sekret życia tkwi w samym życiu, a nie w doktrynach, które go dotyczą.”

– Anthony de Mello „Modlitwa żaby”