Szczęście ty moje!!!

Bardzo często nasze dzieci oraz partnerów uważamy za nasze największe szczęście. Niejednokrotnie podkreślamy ile radości dają dzieci oraz wspólne życie. Co się jednak dzieje, kiedy docieramy do punktu, gdy dzieci same w sobie przestają być takim naszym wielkim życiowym szczęściem, mąż wydaje się zmieniać w innego człowieka, a my chcemy realizować się zawodowo i poszukiwać swojego szczęścia? Wtedy właśnie różnie się dzieje. To, co obserwuję w otaczającej mnie rzeczywistości niepokoji coraz bardziej.

SZCZESCIE TY MOJE

 

Jako kobiety stajemy się bardziej niezależne. Ta niezależność ma swoje różne oblicza. Dziś bardziej dbamy o siebie, swój rozwój czy swój stan konta, a także coraz bardziej aktywnie działamy na rzecz różnych społecznych czy politycznych kwestii, które bezpośrednio nas dotyczą. Ta niezależność znajduje także swoje odzwierciedlenie w sferze kobiecej aktywności zawodowej oraz w rosnącej liczbie rozwodów! Co ciekawe w ponad dwóch trzecich wypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta.

– Dziś kobiety pracują i choć zarabiają mniej niż mężczyźni, to są to zwykle pieniądze, które pozwalają im na samodzielność. Uniezależnione finansowo od swoich mężów mogą ich porzucić, gdy ci traktują je źle lub przestają spełniać ich oczekiwania – tłumaczy prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Dodaje, że zachętą dla kobiet jest także powszechne przekonanie, że człowiek ma obowiązek za wszelką cenę szukać swojego szczęścia.

– I jeśli jeden mężczyzna im tego nie zapewnia, są przekonane, że powinny szukać spełnienia w innym związku – mówi Nęcki.”*

No właśnie, to przekonanie o potrzebie poszukiwania szczęścia nurtuje mnie od jakiegoś czasu. Tym bardziej, że sama nie uniknęłam zagrożeń, będących efektem takiego sposobu myślenia. Po pierwsze ja w wyniku moich doświadczeń doszłam do wniosku, że nazbyt często lokujemy nasze szczęście w okolicznościach zewnętrznych. Wszędzie słyszymy „możesz być szczęśliwa”, „pozwól sobie być szczęśliwą”, „możesz zmienić swoje życie”. Tymi sloganami krzyczą do nas gazety na półkach w sklepach, krzyczą do nas poradniki w księgarniach, krzyczą do nas wszelkie oferty warsztatów, coachingów, a nawet krzyczą do nas kobiety w naszym otoczeniu – najbardziej te, którym „się udało”. I nie powiem, bo też kiedyś „nawracałam” pogubione koleżanki i mówiłam im „możesz”. Jakiś czas temu przestałam. Wiesz dlaczego? Bo sama zrozumiałam, że szczęścia nie ma nigdzie w świecie. Szczęśliwy człowiek jest szczęśliwy po prostu sam ze sobą. Nie może tego szczęścia kupić, nie znajdzie go w innych ludziach, nowej pracy, dzieciach, rodzinie, własnym domu, nowym samochodzie. Szczęścia tam nie ma. Szczęście wynika z akceptacji siebie i swojego życia takim, jakie jest. Szczęście wynika z umiejętności dostrzegania szans w życiu i chwytaniu ich za ogon, wtedy kiedy się pojawiają, a nie wtedy kiedy je wykreujemy. Szczęście wynika z poczucia, że mamy w sobie wolność, by żyć po swojemu, by samemu decydować o tym, czego chcemy. Szczęście wynika ze zrozumienia, że szczęśliwe życie to nie jest życie pozbawione cieni, ale to także problemy, cierpienie czy chwile słabości. Szczęście to poczucie, że jesteśmy najlepszą osobą jaką możemy być w danym momecie i że staramy się robić wszystko najlepiej jak potrafimy, ale bez spełniania narzuconych nam warunków. Szczęścia nie ma gdzieś tam, szczęście po prostu tu jest.

A jeśli nie ma go tu, na próżno poszukiwać go w bezmiarze dóbr tego świata.

Jeśli uważasz, że Twój mąż nie jest tym samym mężczyzną, z którym się związałaś, zastanów się także czy Ty jesteś tą samą kobietą, z którą związał się Twój mąż… Wszyscy się zmieniamy. To nieuniknione. Ewoluujemy w nowych okolicznościach życia – czasami w lepszą, a czasami w gorszą stronę. Dostrzeżenie tego faktu pozwala trzymać rękę na pulsie w obliczu małżeńskich trudności. Małżeństwo bardzo dużo od nas wymaga, a czasy w których żyjemy niewiele uwagi poświęcają zaangażowaniu się, znacznie więcej słychać o poszukiwaniu łatwiejszych rozwiązań.

W niebezpiecznym kierunku zmierzamy także jako matki poszukujące szczęścia. To moja bardzo osobista opinia, ale chcę się nią z Tobą podzielić. „Macierzyństwo to nie wszystko”, „jako mama nie możesz zapominać o sobie”, „zadbaj o swój rozwój, jesteś także kobietą, nie tylko mamą”. Kolejna porcja sugestii na Twój temat. Nie twierdzę, że są one nieprawdziwe. Wręcz przeciwnie. To bardzo dobrze, że idziemy naprzód i dbamy nie tylko o nasze pociechy, ale także o siebie. Sytuacja staje się moim zdaniem niebezpieczna, kiedy przedkładamy własne szczęście nad szczęście naszych dzieci, zwłaszcza, gdy robimy to nieświadomie.

Powiem Ci, co ja dziś myślę na ten temat. Rodzicielstwo to nie jest kolejny projekt na dwa-trzy lata. Rodzicielstwo to jest odpowiedzialność, jaką bierzesz na siebie na długie, długie lata. Oczywiście nie chodzi mi o to, by trzymać dziecko pod kloszem, tudzież pod swoimi bezpiecznymi skrzydełkami, aż skończy trzydzieści lat – bo to moim zdaniem wynaturzenie, ale chodzi mi o to, że proces wychowania i opieki nad dzieckiem nie kończy się, gdy to staje się względnie samodzielne. A już na pewno nie kończy się, gdy dziecko idzie do przedszkola czy szkoły. Rodzicielstwo to poświęcenie i zaangażowanie się. Nie unikniesz tego. A jeśli będziesz unikać poświęceń życie Cię z tego rozliczy. Rodzicielstwo to oddanie, to bycie dla dziecka i z dzieckiem. Znam świetne mamy, które łączą pracę z macierzyństwem, ale koszt takiego połączenia jest dość duży. Znam mamy, które po prostu musiały wrócić do pracy, by zapewnić rodzinie byt i bardzo szanuję ich decyzję. Znam też mamy, które gonią za mżonką zawodowego spełnienia i samorealizacji, ale wcale go nie doświadczają. I poznaję takich mam coraz więcej.

Moja mama zanim zajęła się swoim własnym rozwojem była ze mną 6 lat, z moimi siostrami jedynie 3 lata. Co prawda pomagała w gospodarstwie, ale była w pobliżu. Była obecna… Kiedy ostatnio rozmawiałam z moją siostrą okazało się, że doświadczenia mojej relacji z mamą bardzo różnią się od doświadczeń mojej siostry. Tym, co ona pamięta są długie godziny oczekiwania aż mama wróci i to, że nigdy nie było jej w domu. Może trochę to smutne, ale prawdziwe. Nie oznacza to, że więź mamy z siostrami jest słabsza czy gorsza. Mama dawała nam mnóstwo miłości, po równo. Jednak trochę inaczej kształtują się pewne wzorce i relacje w dorosłym życiu moim i moich sióstr. Wszystkie trzy pamiętamy za to jak ok 17:00 ustawiałyśmy się w kuchennym oknie i wypatrywałyśmy świateł samochodów na drodze dojazdowej do naszej wsi, a potem dokładnie wiedziałyśmy ile sekund mama jedzie do domu po tym, gdy światła znikają na zakręcie. Tak to przeżywałyśmy. Byłyśmy szczęśliwe, zaradne i zaopiekowane, ale serce dziecka potrzebuje rodzica.

Czasy się zmieniają, ale nie sądzę, by nasze dzieci dziś potrzebowały nas mniej. Nie sądzę też, że potrzebują zapracowanych, goniących za „szczęściem” mam. Myślę, że potrzebują mam obecnych i zaangażowanych. Mam, które są.

Jeszcze trzy lata temu gdybym przeczytała taki tekst pomyślałabym, że napisała go jakaś matka z powołania, która jest gotowa swoim dzieciom poświęcić życie. Dziś uśmiecham się do siebie z przeszłości i cieszę się, że wciąż jestem z dzieckiem. Cieszę się także, że dzięki swojej determinacji i odwadze przerobiłam różne scenariusze mojej aktywności zawodowej. Cieszę się, że znalazłam w sobie przestrzeń do budowania zupełnie nowej jakości życia jako mama i kobieta, w którym nie brakuje docenienia tego, co aktualnie mam, w którym nie muszę gonić za wyśnionymi ideałami, niezależnością, czy szczęściem. Prawdziwa niezależność i prawdziwe szczęście są wewnątrz i wynikają przede wszystkim z bycia ze sobą w zgodzie. Przy czym ważne jest, by się nie bać podejmować wyzwań, by poszukiwać najlepszych dla siebie samej rozwiązań, by iść za marzeniami, by szukać miejsca na działania w zapracowanej matczynej rzeczywistości, by nie być bierną.

Wszystkiego, co najlepsze Ci życzę,

Justyna

 

* Cytowany fragment pochodzi z artykułu ” Jak często rozwodzą się Polacy?”. Pełny artykuł znajdziesz tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s