Kryzys. Trudne, ale wartościowe doświadczenie.

Kryzysy zdarzają się każdemu z nas, na różnym etapie życia, w różnych okolicznościach. Dotyczą także bardzo różnych kwestii. Wszystkie jednak niosą ze sobą jeden wspólny komunikat: Coś nie gra!

KRYZYS

Zdarzało mi się stanąć w obliczu trudnych doświadczeń niejednokrotnie. Odnoszę nawet wrażenie, że kryzysy pojawiają się w życiu w sposób cykliczny i mają za zadanie uświadomić nam, co przestało w naszym życiu działać albo co się definitywnie nie sprawdzi. Często stanowią element tak zwanego „momentu przełomu”. Trochę tak jak w filmie, kiedy już wszystko mogłoby świetnie się ułożyć, a wtedy właśnie dzieje się wręcz przeciwnie. Warto zwrócić uwagę, że nawet filmowe kryzysy zwykle kończą się happy endem, najczęściej wtedy, gdy bohater zaczyna rozumieć swój błąd lub przyznaje się do niego sam przed sobą, wybierając tym samym prawdę.

Kryzys bardzo trudno jest zaakceptować. Wiąże się z nim zwykle wiele przykrych doświadczeń, których naturalnie wolelibyśmy uniknąć. Pierwszego naprawdę znaczącego życiowego kryzysu doznałam jeszcze na studiach, kiedy nie potrafiłam znaleźć swojej drogi i rzucałam się jak ryba wypchnięta przez fale na brzeg morza… Wtedy nauczyłam się bardzo dużo o sobie. Przede wszystkim jednak zrozumiałam jak ogromny wpływ na psychikę człowieka mają lansowane w mediach trendy i wzorce życia.

Drugi poważny kryzys nadszedł, kiedy moje dziecko skończyło rok i przyszło mi skonfrontować wszelkie moje wyobrażenia na temat życia i macierzyństwa z rzeczywistością. Wtedy nauczyłam się, że nie ma uniwersalnych praw rządzących życiem wszystkich ludzi. Każdy z nas żyje na swój własny sposób, a ten sposób życia ulega modyfikacjom w nowych okolicznościach.

Trzeci – największy dotychczas kryzys – pojawił się po nagłej śmierci taty, kiedy zdecydowaliśmy się zaopiekować dziadkiem, wyremontować dom i przeprowadzić na wieś. Przez jakieś kilka miesięcy czułam się jak ryba wyrzucona na brzeg morza, ale nie walcząca już nawet o powrót do wody, walcząca z trudem o każdy kolejny oddech… Dziś wiem, że wzięłam na swoje barki za dużo i mnie po prostu przygniotło, ale nie to jest tutaj kluczem. Najważniejsze jest to, że powstałam. Odnalazłam nie tylko siebie, ale też źródło prawdziwego szczęścia. Stałam się spokojniejsza. Nauczyłam się, że naprawdę w życiu na wszystko jest czas – właściwy czas.

Kryzysy bywają bolesne. Zwykle niosą ze sobą niełatwe wyzwania, a nawet cierpienie. Bardzo trudno je zrozumieć, a jeszcze trudniej zaakceptować. I to zupełnie naturalne. Człowiek stojący w obliczu życiowych trudności wcale nie ma ochoty poddać się dobrowolnie cierpieniu. Walczy. Czasami wypiera to, co złe albo ucieka. Ale to nie przynosi rozwiązania. Rozwiązanie pojawia się wraz z zaakceptowaniem nawet najbardziej dramatycznej sytuacji. Przy czym chcę zaznaczyć, że akceptacja nie oznacza, iż bez emocji przyjmujemy wszystko, co się wydarza. Nie… to wcale nie tak. Potrzeba nam czasu. Wszystko co w nas siedzi, musi wybrzmieć. Potrzebujemy pozwolić sobie na całą gamę emocji, którą odczuwamy. Akceptacja pojawia się później, kiedy docieramy do punktu, w którym zaczynamy rozumieć, że jest jak jest, a jeśli chcemy zmiany, potrzebujemy poszukać sposobu/rozwiązania, by stała się ona możliwa.

Jak pisze w swojej książce Micheline Rampe „[..] w piśmie chińskim słowo kryzys składa się z dwóch znaków, które oznaczają niebezpieczeństwo i szansę”. Kryzysy mają niezwykłą wartość – niosą ze sobą możliwości wglądu w siebie i znaczących zmian. Bardzo często dzięki nim rozwijamy się i dojrzewamy. Pomimo, że chwilowo jest trudno.

Wszystkiego dobrego Ci życzę,

Justyna

Idealne miejsce.

Na początku istnienia tego bloga pisałam o idealnym czasie na zrobienie czegoś, który w moim odczuciu nigdy nie nadchodzi. A czy istnieje idealne miejsce do życia?

IDEALNE MIEJSCE

Uważam, że idealne miejsce nie istnieje. Ponad to jestem zdania, że nawet jeśli znajdziemy dla siebie idealne miejsce, nie oznacza to wcale, że będzie ono takie fajne także za 20 lat. Zmieniają się ludzie, zmieniają się okoliczności życia i mogą zmieniać się miejsca, w których dobrze się czujemy.

Dobrze widać to na przykładzie migracji rodziców dorosłych już dzieci, którzy bardzo często przeprowadzają się do wymarzonego domku na wsi albo wręcz przeciwnie do przytulnego mieszkania w bloku, kiedy ich pociechy opuszczą rodzinny dom.

Czy warto jednak czekać większość życia, by zamieszkać w miejscu, które uczyni nas szczęśliwymi? Moim zdaniem oczywiście nie warto, ale okoliczności w jakich funkcjonuje każdy z nas są tak różne, że trudno tutaj dyskutować co jest właściwe, a co nie, to sprawa bardzo indywidualna.

Moje obecne doświadczenia życiowe skłaniają mnie ku opinii, że nie ma idealnego miejsca. Pomieszkiwałam zagranicą – w stolicy, małym miasteczku oraz na wsi – każde z tych miejsc miało swoje wady i zalety. Większość życia spędziłam w Polsce mieszkając w stolicy, małym mieście no i na wsi – analogicznie każde z tych miejsc ma swoje wady i zalety. Oraz – co istotne – każde z nich jest bardziej właściwe w zależności od różnych okoliczności życia. Mieszkając w stolicy nabierałam wiatru w żagle i rozwijałam się niezwykle szybko, ale… kiedy zostaliśmy rodzicami duże miasto trochę nas przytłoczyło. Korki i tłok niejednokrotnie przyprawiały o zawrót głowy. Za to wieś przyniosła spokój ducha i szczęście dziecięcia, które może nieskrępowane hasać po podwórku i cieszyć się bliskością przyrody.

Wszystkie te miejsca mają jednak dla mnie wspólny mianownik. Bez względu na to gdzie jestem najważniejsze dla mnie jest to z kim jestem. Tym, co naprawdę warto budować w życiu są relacje i więzi z innymi ludźmi, bez których wymarzony dom ma tylko cztery ściany, a każde miejsce – nawet to idealne – jest dziwnie puste.

Czym jest związek dwojga ludzi?

Wśród naszych znajomych coraz częściej słychać o rozwodach bądź poważnych problemach w związkach. Za każdym razem kiedy słyszę tego rodzaju wiadomości mam gęsią skórkę. Niejednokrotnie zastanawiałam się razem z mężem co takiego dzieje się obecnie, że ludzie tak często się rozstają, a rodziny rozdzielają…?

ZWIĄZEK 2

W moim odczuciu w społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie, że zakochani są jak dwie połówki jabłka. Idąc tym tropem dochodzimy dalej do kolejnego wniosku, iż dwoje ludzi budujących związek powinno się uzupełniać albo jest dobrze jeśli mogą się wzajemnie uzupełniać. Tak, jakbyśmy bez drugiej osoby u boku byli niekompletni! A to nieprawda.

Ludzie tworzący związek są jak dwa odrębne jabłka. Jedno może być zielone, a drugie czerwone. Jedno może być słodkie i miękkie, a drugie kwaśne i dość twarde. Te jabłka wcale nie muszą się uzupełniać. To są dwa osobne byty, które w wyniku wspólnej decyzji chcą być razem, chcą dzielić ze sobą gałąź. Nie oznacza to jednak, że któreś z nich musi rezygnować ze swojej tożsamości, ze swoich indywidualnych cech.

Związek opiera się przede wszystkim na akceptacji drugiej osoby taką, jaką jest. Wiem, że na pierwszym miejscu zwykle wymienia się miłość, ale w moim odczuciu akceptacja jest znacznie ważniejsza. Dopóki chcesz zmieniać drugie jabłko albo dostosować je do obrazu, który masz w głowie, nie jesteś w stanie go pokochać naprawdę.

Związek opiera się także na zaufaniu, którym darzymy drugie jabłko. Na zaufaniu, że oboje jesteśmy dla siebie ważni. Na zaufaniu, że postaramy się zrozumieć nawzajem. Na zaufaniu, że krocząc dalej tą samą drogą będzie nam ze sobą dobrze.

Związek opiera się na uczuciach. Na miłości oczywiście, ale bardzo, bardzo mocno także na przyjaźni. Kiedy pojawiają się trudności bądź różne życiowe zakręty sama miłość nie wystarczy. Potrzeba więzi jaką tworzą przyjaciele, by stawić czoła wyzwaniom.

Związek opiera się na budowaniu długotrwałej, głębokiej relacji. W dzisiejszym świecie mówi się dużo o budowaniu relacji biznesowych. Część tych zasad można, a nawet trzeba, odważnie zastosować we własnym związku. Szacunek, komunikacja, respektowanie granic drugiej osoby – to filary dobrej relacji.

Związek opiera się na rzeczywistym zainteresowaniu drugą osobą, takim które pozwala na dostrzeganie potrzeb drugiej strony, na wspieraniu jej, na wzajemnym pomaganiu sobie.

Czym związek nie jest?

Związek nie jest spełnieniem naszych oczekiwań wobec drugiej osoby.

Związek nie jest wykorzystywaniem partnera czy partnerki w jakikolwiek sposób.

W związku nie ma miejsca na przemoc, upokorzenie, podejrzliwość, brak szacunku w jakiejkolwiek formie.

Związek nie jest gwarancją uzupełnienia naszych niedoborów miłości, akceptacji itd.

Związek nie jest porzuceniem siebie na rzecz partnera czy partnerki.

Związek nie służy zaspokajaniu własnych potrzeb.

Związek to dla mnie przepiękna relacja, ale wcale nie cukierkowa. Nie brakuje w nim trudnych chwil, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi. Najważniejsze, to potrafić znaleźć drogę do siebie, pomimo wszystko. Najważniejsze to być ze sobą blisko, mówić, słuchać, przytulać się i rozumieć.

Nasze związki nie budują się same. To my je tworzymy. I to od naszego wkładu własnego bardzo wiele zależy.

Powodzenia,

Justyna