W zgodzie ze sobą.

Co to w ogóle znaczy żyć w zgodzie ze sobą? Czy w dzisiejszych czasach możemy dokładnie rozpoznać, co jest tylko nasze własne, a co przyswoiliśmy nieświadomie?

W ZGODZIE ZE SOBĄ

Kilka dni temu jedna z moich przyjaciółek napisała do mnie, że od stycznia odrzuciła już kilka propozycji współpracy, bo zdecydowała się rezygnować z ofert, których z jakiegoś powodu nie czuje. Napisała, że w ten sposób chce zbudować nowe życie, prawdziwsze, może mniejsze, ale jej własne. Jakże ja szanuję jej wybór i odwagę, by tak postąpić.

Życie po swojemu to wymagająca droga, zwłaszcza dziś, kiedy stajemy się niewolnikami kredytów hipotecznych, przeróżnych umów, a nawet ramek społecznych, do których powinniśmy się dopasować.

Weźmy na przykład trend kreowania się na eksperta. Przeczytajcie kilka artykułów o budowaniu marki osobistej, a pewnie w co drugim, jeśli nie w każdym, pojawi się „wskazówka”, byście budowali swoją eksperckość. Kilkanaście lat temu namawiano nas w podobny sposób, byśmy kształcili się na magistrów. Dziś mamy społeczeństwo sfrustrowanych magistrów, których zacny tytuł naukowy pogrzebany został na głębokim dnie szuflady, a oni sami albo nie pracują w zawodzie, albo zasilają emigracyjne szeregi. Fizjoterapeutka w księgowości, czy absolwentka bezpieczeństwa narodowego w teatrze to wcale niewyszukane przykłady. Takie „pomysły” nie pojawiają się jednak w społeczeństwach same, takie pomysły kreuje się, a potem przemyca do odbiorców podświadomymi kanałami. W marketingu jest taka zasada, że reklama staje się skuteczna jeśli jest powtórzona przynajmniej trzy razy, a w życiu jest takie powiedzenie, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Czy jesteśmy w stanie odróżnić naszą i tylko naszą prawdę od „prawd”, które przyswajamy?

Myślę, że tak, ale potrzebna jest do tego świadomość siebie i uważne obserwowanie otoczenia, a i to nie daje gwarancji.

Jako mama czternastomiesięcznej Iskierki skończyłam projekty, nad którymi pracowałam, a na horyzoncie nie było wtedy perspektyw współpracy, w związku z wyprowadzeniem się ze Stolicy. Przez rok, cały rok, toczyłam walkę, dziką szamotaninę, ze sobą i ze światem czując, że chcę pracować, że potrzebuję też rozwijać siebie, że macierzyństwo to nie wszystko, że potrzeba mi spełnienia zawodowego, by być naprawdę szczęśliwą. Motałam się okrutnie, bo z jednej strony chciałam pracować, a z drugiej strony czułam, że wcale nie chcę gnać w kierunku „mam sukcesu”, a wychowanie dziecka po swojemu jest dla mnie jednym z priorytetów. I po tym roku pewnego dnia obudziłam się i wiedziałam po prostu, że pragnienie realizacji aspiracji zawodowych za wszelką cenę nie pochodzi ode mnie. Wtedy odpuściłam i wtedy wszystko zaczęło się układać. Ja się uspokoiłam, dziecko się uspokoiło, mój mąż się uspokoił, a życie odzyskało swój dawny smak. I zaczęło biec w nieznanym mi dotąd kierunku.

Życie w zgodzie ze sobą to czucie siebie. Wszystko zaczyna się w sercu, które wie, co dla nas najlepsze i podpowiada nam to niejednokrotnie poprzez ciało oraz emocje, które towarzyszą nam w związku z różnymi aktywnościami, ale czy my – homo sapiens XXI wieku – słuchamy naszego ciała? Czy pomimo, że ściska nas w klacie, zostajemy po godzinach na „prośbę” szefa, bojąc się utraty posady? Bo przecież mamy kredyt, rodzinę i pewien status społeczny, którego utracić nie chcemy. Czy pomimo frustracji brniemy dalej w projekt, który powinniśmy porzucić po tygodniu, bo nie dostaniemy pozytywnej rekomendacji? Takich przykładów jest wiele, wiele więcej, ale nikogo nie chcę oceniać, bo sama nie raz to przerabiałam i wiem, że nie mam podstaw by oceniać jakiekolwiek decyzje czy wybory innych ludzi.

Chcę natomiast powiedzieć, że jakkolwiek to trudne obecnie, to da się żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Ja wciąż się tego uczę. Prędzej czy później także ludzie z otoczenia zaczynają dostrzegać i szanować taką postawę, choć z początku mogą myśleć, że to szaleństwo. Na początku związku mój mąż powiedział do mnie kilka razy „bo ty za dobra jesteś, a tak się nie da w tych czasach, musisz to zrozumieć”, dziś mówi do mnie „dobrze, że wiesz czego chesz i trzymaj się tego, tylko nie odpuszczaj”.

Ja ustawiłam już swój wewnętrzny kompas i dość trudno na mnie wpłynąć. Nawet jeżeli coś lub ktoś na mnie oddziałuje i tak filtruję po trzykroć wszelkie sugestie. Nie potrafię poddać się ludziom czy okolicznościom, które do mnie nie pasują. Szukam innych rozwiązań. I tak jak każdy popełniam błędy, czasami się zagubię, ale wracam… zawsze wracam do siebie.

By wszystkie drogi prowadziły Cię do Ciebie samej/samego,

Justyna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s